Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyczne porażki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyczne porażki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 czerwca 2015

Nieudany zakup - szampon Logona do włosów cienkich i rzadkich

Kilka miesięcy temu miałam duży problem z wypadaniem włosów. Zakupiłam wtedy kilka kosmetyków, które miały w takiej sytuacji pomóc. Jednym z zakupów był szampon AGE ENERGY marki Logona, który u mnie zupełnie się nie sprawdził. Poniżej opowiem Wam dlaczego.


Szampon zakupiłam na francuskiej stronie internetowej z kosmetykami naturalnymi (www.mondebio.com), na której opisany był jako pomocny w pielęgnacji włosów osłabionych z tendencją do wypadania. Miał nie tylko nadawać miękkości i objętości włosom cienkim i rzadkim, ale też odżywiać je. Problemem nie było nawet to, że tego nie robił, ale że po umyciu dawał wrażenie wręcz uszkodzenia włókna włosa - włosy boleśnie się plątały i aż "piszczały z czystości". Natomiast dobę po myciu, zaczynały się mocno "przetłuszczać". W takiej sytuacji naprawdę ciężko było mi zużyć całe opakowanie (250ml). Męczyłam się przez dobrych kilka tygodni, używając go do pierwszego mycia (wstępnego:-) po nałożeniu na włosy olejków. Szkoda, bo od tego kosmetyku oczekiwałam zdecydowanie więcej, chociażby ze względu na naturalne składniki jak kofeina, owoce goji, wyciąg z liści Ginkgo Biloba, czy bambusa (certyfikaty BDIH oraz NaTRue, pełna lista składników widoczna na zdjęciu poniżej).

wtorek, 26 maja 2015

Olejek do włosów OJON

Kilka miesięcy temu zakupiłam mieszaninę olejków marki OJON, o działaniu odmładzającym (cokolwiek miałoby to znaczyć w przypadku włosów:-), przeznaczoną do włosów cienkich i delikatnych. W opakowaniu tworzy on kolorową kompozycję i przed użyciem należy go dokładnie wymieszać. Dostępny jest między innymi w SEPHORZE, gdzie kosztuje 34 euro. Na zakup zdecydowałam się mogąc skorzystać z promocji, co znacznie obniżyło cenę: do 17 euro. 


W swym składzie posiada 7 rzadkich olejków (szczegóły na zdjęciu poniżej):



Olejek miał być lekki w użyciu, miał odbudowywać i chronić, jednak zdecydowanie obciąża moje włosy. Oczywiście próbowałam używać go na różne sposoby (na suche lub na wilgotne jeszcze po umyciu włosy - mała kropla roztarta w dłoniach, a następnie rozprowadzana tylko na dolnych partiach włosów, albo nakładanie na włosy 15 min przed myciem). Niestety olejek za każdym razem obciąża włosy, nie wykazując żadnych innych zauważalnych właściwości pielęgnacyjnych. Jedynym plusem jest przyjemny zapach, ale nie z tego powodu go kupiłam. Kosmetyk zaliczam do zdecydowanie nieudanych, co przy tak wysokiej cenie jest szczególnie rażące. Może teraz, kiedy włosy są lekko przesuszone zabiegiem BEACH WAVES, uda mi się go zużyć.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Kosmetyki marki SAMPAR - działają świetnie, ale czy jest jakieś "ale"?

Mieszkając we Francji trudno jest nie natknąć się na kosmetyki marki SAMPAR. Nie jest to marka "bio", ale kosmetyki te mocno wyróżniają się pośród innych. Znam je już od kilku lat. Najpierw miałam okazję wypróbować wersję miniaturową musującego peelingu enzymatycznego, a w wakacje zdecydowałam się na zakup promocyjnego zestawu (SEPHORA, letnie soldy). Wszystkie dotychczas znane mi kosmetyki tej marki sprawdziły się całkiem dobrze. Czy są jednak bez wad? Pozwólcie, że przedstawię je Wam bliżej.

Nie są to kosmetyki tanie i nie będę ukrywać, że mój ostatni zakup podyktowany był bardzo dużą obniżką. Za jakieś 60% regularnej ceny maseczki do twarzy udało mi się kupić nie tylko maskę (So Much To Dew Midnight Mask, 50ml, a nie 15ml jak oznaczono na kartoniku), ale też krem do twarzy (So Much To Dew Day Cream, 15ml) i krem do rąk (First Hand Cream, 30ml). 



Zacznijmy od składu owych produktów (widoczny na zdjęciu poniżej). Producent reklamuje So Much To Dew Midnight Maskjako kosmetyk podobny składem do ludzkiego naskórka, co zapewnić ma optymalne właściwości regeneracyjne. Przyglądając się bliżej składnikom, znajdziemy jednak kilka, które uznaje się za niekorzystne dla naszego zdrowia. Mowa tu o takich substancjach jak: alkohol benzylowy, BHT, czy metylizotiazolinon. Trudno uwierzyć, że substancji tych nie można zastąpić innymi, o lepszej reputacji.
Jeśli chodzi o samo działanie to maska sprawdza się świetnie: łagodzi podrażnienia, skóra szybciej się regeneruje i jest bardziej jędrna. Używam jej na noc (wtedy oprócz maski nie nakładam żadnego innego kosmetyku), raz na tydzień - dwa. Mimo, że producent nic na ten temat nie pisze, to ze względu na higienę, po użyciu dokładnie płuczę i suszę pędzel znajdujący się na zakończeniu tubki z maską.



Działanie kremu do rąk (First Hand Cream) miałam okazję sprawdzić podczas tegorocznego, zimowego pobytu w Polsce. Temperatura spadała kilkukrotnie do minus kilkunastu stopni i trzeba przyznać, że krem (stosowany wieczorem i rano) całkiem nieźle chronił skórę dłoni. Może nie były one super nawilżone, z miękką i delikatną skórą, ale krem wyraźnie zmniejszał podrażnienie. Mimo niekorzystnych warunków atmosferycznych skóra rąk nie pękała.
Przyglądając się składnikom tego kosmetyku, ponownie znajdziemy kilka uznanych za zdecydowanie niekorzystne dla naszego zdrowia: alkohol benzylowy, metylizotiazolinon, czy eugenol.

Krem do twarzy (So Much To Dew Day Creamdziałał najsłabiej z zestawu. Bardzo szybko się wchłaniał, przyjemnie pachniał, nie wałkował się i nie utrudniał wykonania makijażu. Poza tym nie działał jakoś szczególnie i miałam wrażenie, że po nałożeniu po prostu pozostaje na skórze. Za plus uznam, że nie obciążał, ani nie "zapychał" skóry.
Podobnie jak w powyżej prezentowanych kosmetykach, również w tym pośród licznych składników znajdziemy "czarne owce": ceteareth-25 (mieszanina oksyetylenowanychalkoholi), BHT, metylizotiazolinon, metylchloroizotiazo-linon.

Czas na podsumowanie...
Kosmetyki marki SAMPAR zwracają uwagę swoim stosunkowo silnym działaniem, ale wadą są dla mnie ich niektóre składniki. Od marki tak nowatorskiej, jako świadoma klientka, oczekuję więcej wysiłku i zdecydowanie większego bezpieczeństwa użycia kosmetyków. Nie przekonują mnie niskie stężenia znanych ze szkodliwego działania substancji. Kosmetyki skończyłam, ale na przyszłość będę się trzymać od nich z daleka oczekując, że być może firma zmieni w przyszłości swoją strategię produkcyjną.

niedziela, 22 września 2013

To może kosmetyki rosyjskie? RECENZJA ZBIORCZA

Jakiś czas temu zapanowała ogromna moda na kosmetyki rosyjskie. Można było znaleźć wiele pozytywnych opinii na temat najróżniejszych kosmetyków przywiezionych zza naszej wschodniej granicy, a sklepy internetowe nie nadążały z realizacją zamówień. Pod koniec ubiegłego roku postanowiłam sama sprawdzić, w czym tkwi ich sekret i przez kolejne miesiące konsekwentnie testowałam różne produkty trzech najpopularniejszych rosyjskich producentów.

W pierwszym zamówieniu zdecydowałam się na:
- szampon na łopianowym propolisie bez SLS i parabenów (RECEPTURY BABUSZKI AGAFII, PERVOE RESHENIE),
- maseczkę do twarzy "Zatrzymanie młodości" (RECEPTURY BABUSZKI AGAFII, PERVOE RESHENIE),
- łopianowy olejek do włosów (BAIKAL HERBALS).

Pierwszy zgrzyt dotyczył szamponu na łopianowym propolisie - opakowanie nie jest zbyt szczelne i szampon najpierw rozlał się w paczce, a potem w walizce podczas podróży do Francji. Szampon przeznaczony jest do osłabionych i wypadających włosów. Obłędnie pachnie, ale lekko obciążał moje włosy i zupełnie nie nadaje się do zmywania olejków. Koniecznym kompromisem było używanie go tylko co któreś mycie. Jeśli chodzi o skład to również nie należy on do najlepszych - szampon zawiera między innymi uważany za szkodliwy dietanoloamid kwasów tłuszczowych (Cocamide DEA), ale o tym dowiedziałam się niestety dużo później. Natomiast za piękny zapach odpowiedzialne są po części dodatki zapachowe.

Maseczka do twarzy "Zatrzymanie młodości" ujęła mnie bogatym składem wyciągów roślinnych i olejków. Nałożona na podrażnioną lub przesuszoną skórę (np. w sezonie grzewczym) prezentuje swoje nawilżająco-natłuszczające właściwości. Według mnie to dobre uzupełnienie pielęgnacji skóry twarzy. Wbrew pozorom jest to dość silnie działający produkt i pozostawienie na twarzy dłużej niż 10 minut prowadziło u mnie do zaczerwienienia skóry. Zapach nie jest miły (ale da się wytrzymać) i byłam bardzo zaskoczona, kiedy znalazłam w składzie dodatki zapachowe.

Spodobał mi się regenerujący olejek łopianowy (na zdjęciu poniżej). Posiada bardzo dobry skład i ziołowo-cytrusowy, świeży zapach. Używałam go bezpośrednio przed myciem włosów, pozostawiając na minimum pół godziny. Miałam wrażenie, że pomaga moim włosom (lekko zmniejszył ich wypadanie, dodał połysku i miękkości). Cena 21 PLN za 170 ml olejku okazała się atrakcyjna. Szybko podjęłam decyzję, że jeszcze kiedyś go kupię.


Czując pewien niedosyt i chcąc lepiej przygotować się do planowanej recenzji zamówiłam kolejną paczkę. Tym razem wybrałam:
- odmładzający krem na dzień (NATURA SIBERICA),
odmładzający krem na noc (NATURA SIBERICA),
biokompleks do twarzy, dwufazowa pielęgnacja anti-age (NATURA SIBERICA),
północne mydło detox (NATURA SIBERICA),
spray do włosów i ciała "ŻYWE WITAMINY" (NATURA SIBERICA),
- wzmacniający szampon do włosów (BAIKAL HERBALS),
szampon na brzozowym propolisie bez SLS i parabenów (RECEPTURY BABUSZKI AGAFII, PERVOE RESHENIE),
- łopianową maskę wzmacniającą do włosów (RECEPTURY BABUSZKI AGAFII, PERVOE RESHENIE).

Zacznijmy od odmładzających kremów do twarzy firmy NATURA SIBERICA (białe opakowania widoczne na zdjęciu poniżej). Wygląda na to, że ostatnio zostały wycofane z produkcji (albo przynajmniej zmieniono im opakowania), więc nie będę im poświęcać zbyt dużo uwagi. Sprawowały się całkiem dobrze, ale przeszkadzał mi ich bardzo mocny zapach przypominający męskie wody po goleniu. Dodatkowo krem na noc miał lekko błękitne zabarwienie, a ja zdecydowanie wolę kosmetyki pozbawione tego typu "dodatków". Do plusów można zaliczyć, że dobrze się wchłaniały, a krem na dzień stanowił dobrą bazę pod makijaż, zawierał filtr przeciwsłoneczny i witaminę A. Zaletę stanowiły też opakowania z pompką. Oba kremy stanowić miały uzupełnienie pielęgnacji przeciwzmarszczkowej i dodatkowe źródło SYN-AKE, o którym piszę poniżej.



Bardzo ciekawym produktem był biokompleks do twarzy składający się z dwóch półproduktów, które bezpośrednio przed użyciem należy wymieszać w zależnych od rodzaju skóry proporcjach (w zestawie dołączono kubeczki i szpatułki ułatwiające przygotowanie, butelki z pipetkami są widoczne na zdjęciu powyżej). Zawiera on bardzo bogaty zestaw składników pochodzenia roślinnego, między innymi:
- ekstrakt z Kladonii śnieżnej,
ekstrakt z Żeń-szenia właściwego,
ekstrakt z Korkowca amurskiego,
ekstrakt z Eleuterokoku kolczastego,
ekstrakt z Herbaty chińskiej,
ekstrakt z Róży dawurskiej,
ekstrakt z Perełkowca japońskiego,
ekstrakt z Modrzewia amurskiego,
ekstrakt z Jałowca dawurskiego,
ekstrakt z Lipy amurskiej,
- olej z owoców Oliwki europejskiej,
- olej z nasion Sosny syberyjskiej,
- olej z nasion Żurawiny błotnej,
olej z nasion Maliny moroszki
olej z nasion Rokitnika zwyczajnego
- ekstrakt z Mydlnicy lekarskiej
- ekstrakt z nasion Prosa zwyczajnego.
Wzbogacono go też syntetycznym odpowiednikiem peptydu z jadu żmii (vaglerin-1), znanym jako SYN-AKE. Pełny skład po angielsku widoczny na zdjęciu poniżej:



SYN-AKE przypisuje się silne właściwości wygładzające zmarszczki i bardzo chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście zasłużył sobie na tak dobrą opinię. Chcąc rzetelnie sprawdzić siłę działania kosmetyku zastosowałam się do zaleceń na opakowaniu i przez 14 dni używałam biokompleks na skórę twarzy i szyi. Po nałożeniu kosmetyku skóra dość szybko się napinała, ale nie było to nieprzyjemne. Preparat nie wysuszał skóry, a przez pierwsze kilka dni skóra stopniowo się wygładzała. Niestety po kilku dniach efekt wygładzenia przestał się pogłębiać. Zmarszczki nie zniknęły całkowicie, a raczej lekko się spłyciły, ale i tak byłam zadowolona z efektu. Zastanawiacie się pewnie o ile może wygładzić zmarszczki SYN-AKE? W dokumencie, który znalazłam wyniki badań pokazują, że efekt wygładzający i przeciwzmarszczkowy to około 20%, chociaż u jednej z osób uczestniczących w badaniach efekt oszacowano aż na 52% (więcej informacji znajdziecie tutaj). Do wad kosmetyku zaliczyć należy źle dopracowane proporcje składników zestawu - kremowej bazy, której zaleca się użyć o wiele więcej, niż serum, jest tyle samo co serum (po 30ml), czyli na koniec zabraknie nam bazy, a zostanie nam serum. Pipetka do kremowej bazy zupełnie nie nadaje się do tak gęstej konsystencji - odmierzanie kropel jest niemożliwe. Następnym problemem było to, że po kilku tygodniach miałam wrażenie, że kremowa baza bardzo zgęstniała, bo trudno ją było wydobyć z opakowania, mimo iż deklarowana trwałość kosmetyku od momentu otwarcia to 12 miesięcy. Częściowo winna okazała się jednak pipetka, wewnątrz której kremowa baza bardzo mocno zaschła.

Równie interesujące było dla mnie północne mydło detox (na zdjęciu poniżej). Przeznaczone jest do głębokiego oczyszczania skóry, więc pomyślałam, że jest to produkt, który idealnie uzupełni moją pielęgnację skóry.



Bardzo spodobał mi się jego roślinny skład. Mydło zawiera też węgiel drzewny (Betula Pendula Charcoal), który ma pomagać w głębokim oczyszczaniu skóry. Lista składników jest widoczna na zdjęciu poniżej:



Gorzej było z efektami. Zaczynając od początku: mydło ma bardzo gęstą konsystencję i fatalnie się rozprowadza, nawet przy użyciu dołączonej gąbki - w efekcie rozciągamy skórę na wszystkie strony. Najpierw nie chce się przyczepić do skóry, a potem trudno je domyć (zaznaczam, że stosowałam się do zaleceń producenta). Co ciekawe rzeczywista aplikacja zupełnie nie przypomina mi tej z filmu zamieszczonego na rosyjskiej stronie firmy (dla dociekliwych zamieszczam link: tutaj). Po chwili mydło zaczyna delikatnie się pienić, a kolor zaczyna się zmieniać z czarnego na szary. Mydło świetnie się trzyma linii włosów, szyi, uszu, a także skórek wokół paznokci. Trzeba bardzo długo je zmywać. Po takiej pielęgnacji twarzy, ręce wyglądają jakby się pracowało w ogródku:-) Skóra twarzy jest błyszcząca. Za każdym razem mam wrażenie, że mydło usunęło ze skóry zbyt wiele. Skóra jest dobrze oczyszczona, ale równocześnie wydaje się zwiędnięta i natychmiast wymaga dobrego nawilżenia i odżywienia, a cała łazienka nadaje się do mycia. Używam tego mydła raz na 2 tygodnie, ale nie zmniejszyło to zbyt silnego efektu, jaki każdorazowo obserwuję na swojej twarzy.

Kolejny kosmetyk to spray do ciała i włosów "ŻYWE WITAMINY". Opakowanie zawiera 125ml. Kosmetyk ma bardzo lekką, żelową konsystencję i efektownie się prezentujące kolorowe "mikrokapsułki". Na początku obawiałam się, że butelka ze sprayem nie poradzi sobie i kapsułki pozostaną w środku opakowania, ale kapsułki wydostają się bez problemu w momencie aplikacji. Co więcej są częściowo naruszone, więc ich zawartość rozprowadzamy na skórze z resztą kosmetyku. Dobrze się wchłania. Stosowałam go raz dziennie (wieczorem) na skórę twarzy i ciała, a także do włosów (co dwa dni). Podczas testowania skóra nie była przesuszona, czy napięta. Mimo lekkiej konsystencji, kosmetyk okazał się być wystarczającą pielęgnacją. Nie zaobserwowałam większej ilości pozytywnych efektów, ale możliwe, że przy dłuższej aplikacji stan skóry uległby jakimś zmianom. Produkt niespecjalnie nadaje się do włosów, bo mimo rozcierania kosmetyku w rękach na włosach osadzały się fragmenty kapsułek. W moim przypadku jedno opakowanie dość szybko się skończyło. Na zdjęciu poniżej możecie zapoznać się ze składem tego produktu. Podoba mi się, że kosmetyk ten zawiera wiele wyciągów roślinnych i witamin. Niestety nie jest wolny od dodatków zapachowych.




Następny produkt - wzmacniający szampon do włosów firmy BAIKAL HERBALS - okazał się wielką porażką (na zdjęciu poniżej).


Zacznijmy od początku. Opakowanie zawiera 280ml szamponu. Szampon ładnie pachnie. Konsystencja jest niezwykle gęsta i trudno wydobyć porcję konieczną do umycia włosów. Niezbyt mocno się pieni. Problemem okazało się bardzo silne w moim przypadku obciążanie włosów. Co więcej szampon powodował podrażnienie skóry głowy i łupież. Próbowałam przyzwyczaić moje włosy do tego kosmetyku, ale ostatecznie się nie udało i szampon skończył jako mydło do rąk. Podobnie jak szampon na łopianowym propolisie, ten produkt również zawiera uważany za szkodliwy dietanoloamid kwasów tłuszczowych (Cocamide DEA). Niestety mimo iż szampon reklamowany jest jako kosmetyk wolny od parabenów i SLS, zaraz za licznymi ekstraktami roślinnymi w składzie znajdziemy inne chemikalia. Sami zresztą zobaczcie (zdjęcie poniżej):



Szampon na brzozowym propolisie bez SLS i parabenów (zdjęcie poniżej) chciałam porównać z tym na łopianowym propolisie. Miałam nadzieję, że tym razem kosmetyk nie będzie obciążał moich włosów. W dodatku na stronie sklepu, gdzie składałam zamówienie nie był dostępny skład, a bardzo mnie to interesowało. Składając zamówienie napisałam do sklepu prośbę o lepsze zabezpieczenia przesyłki i udało się - tym razem szampon dotarł do mnie nienaruszony. Ładnie pachniał, ale niestety ta formuła też obciążała moje włosy, a w składzie ponownie natrafiłam na dietanoloamid kwasów tłuszczowych.



Ostatnim testowanym przeze mnie kosmetykiem była łopianowa maska wzmacniająca do włosów. Bardzo atrakcyjna wydała mi się cena: kilkanaście złotych za 300ml produktu. Podobało mi się, że maskę trzyma się  na włosach tylko 1-2 minuty. Efekt działania wyczuwalny był natychmiast - podczas spłukiwania włosy były bardzo gładkie. Olej łopianowy wydawał się być idealnym rozwiązaniem dla moich osłabionych włosów, ale okazało się, że maska trochę je przeciążała. Maskę używałam więc raz na tydzień lub dwa i wtedy moje włosy nie były tak obciążone. Po zużyciu całego opakowania nie zauważyłam zmniejszenia wypadania włosów, ani żadnego wzmocnienia.

Według mnie kosmetyki rosyjskie są ciekawą alternatywą dla kosmetyków dostępnych w polskich drogeriach. Często zawierają mniej szkodliwych składników i śmiało mogą konkurować cenowo. Co więcej w ich składzie możemy znaleźć wyciągi roślinne rzadziej u nas spotykane, co może stanowić interesujące wzbogacenie codziennej pielęgnacji. W moim odczuciu NATURA SIBERICA zwraca uwagę na atrakcyjną i nowoczesną formę swoich produktów, na przyciągające oko eleganckie opakowania (co odbija się na cenie), kiedy na przykład PERVOE RESHENIE skupia się wyłącznie na składzie. Co do działania, to zależy od kosmetyku - jedne działały na mnie negatywnie (np. szampony), inne wcale, a kilka całkiem dobrze (maska do twarzy, olejek do włosów).

O mydle Alep i myciu włosów

Jak pamiętacie jestem wielką fanką  mydła Alep, o którym już Wam kiedyś pisałam. Dzisiaj postanowiłam napisać kilka słów o myciu włosów tym mydłem. Czytając kosmetyczne blogi i oglądając filmy na YouTube natrafiłam na informacje, że mydło Alep nadaje się do mycia włosów. Postanowiłam spróbować, jako że bardzo ułatwiłoby mi to pielęgnację włosów i zlikwidowało odwieczny problem - który szampon będzie dobry dla moich włosów.

Niestety mydło Alep zupełnie się w nowej roli nie sprawdziło. Próbowałam kilkukrotnie i różnych sposobów. Za każdym razem efekt był fatalny. Włosy oklapnięte, oblepione i nadawały się natychmiast do kolejnego mycia. Nie pomogło rozcieranie mydła najpierw w rękach i nakładanie na włosy samej piany, ani mocne i długie spłukiwanie. Dwukrotne mycie też nie rozwiązywało problemu. Dodam, że nawet nie próbowałam używać wcześniej olejków, ani innych odżywek. Mydło poległo już na "zwykłym" myciu.

Jako ciekawostkę powiem Wam, że równocześnie z moimi "testami" namówiłam męża na zastąpienie szamponu mydłem Alep i on do dzisiaj go używa. Co więcej jest całkiem zadowolony; nie zaobserwował ani podrażnienia, ani obciążenia włosów i uważa, że mydło to działa lepiej niż szampon.

Nie wiem z czego wynika mój problem. Czy chodzi o długość włosów (ja mam do ramion, a mąż oczywiście krótkie) i zwyczajnie na krótkich włosach nie widać obciążenia, czy też nasze włosy mają tak różne potrzeby i dlatego inaczej reagują. Jedno jest pewne - mydło Alep zupełnie nie nadaje się do mycia moich włosów.

poniedziałek, 9 września 2013

Gąbka peelingująca z nasionami kukurydzy Calypso

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam szybką recenzję jednego z moich ostatnich zakupów, a mianowicie gąbki peelingującej z nasionami kukurydzy Calypso.


Będąc na wakacjach w Polsce odwiedziłam sklep sieci Rossmann i natrafiłam na ciekawą gąbkę. Trochę się wahałam, gdyż cena to kilkanaście złotych, ale ostatecznie zdecydowałam się na zakup. Bardzo chciałam sprawdzić jak spiszą się nasiona kukurydzy w roli peelingu.

Po otwarciu produktu, rozczarował mnie materiał z jakiego wykonano gąbkę - z identycznego tworzywa wykonana jest moja myjka kuchenna. Nawet kolor i faktura są takie same. Fakt ten podziałał na mnie zniechęcająco. W łazience gąbka nie spisała się lepiej. Powierzchnia z ziarnami okazała się tak ostra, że nie było mowy, żeby dokończyć nią mycie. Próbowałam ją użyć do stóp, ale tu również okazała się zbyt mocna. Co ciekawe na opakowaniu producent informuje, że produkt testowano dermatologicznie, a odnowa skóry następuje już po 3 dniach. Nie jestem w stanie używać jej przez 3 dni...

Co więcej, po pierwszym użyciu dość mocno zaczęły odpadać z niej kawałki ziaren, co możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej.



Generalnie jest to produkt niezbyt przemyślany i zdecydowanie zbyt drogi w stosunku do jakości. Niewiele znajdzie się osób ze skórą odporną na takie drapanie, ale jeśli szukacie czegoś, co naprawdę mocno ściera martwy naskórek, to ten produkt może Was zainteresować.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Co proponuje nam SEPHORA – seria Yes to...

Kosmetyki firmy Yes To znam już od około 2 lat. Na początku nie zwracałam większej uwagi na ich składniki i kolejno zakupiłam: masło do ciała i maskę do twarzy (Yes to Tomatoes), a także maskę do włosów (Yes to Carrots). Pomidorowe masło do ciała wspominam bardzo dobrze. Maska do twarzy nie budzi już takich dobrych wspomnień. Najpierw musiałam się bardzo namęczyć, aby ją otworzyć (ostatecznie musiałam użyć noża, ale może miałam pecha i trafiło mi się jakieś wadliwe opakowanie), potem nie podobała mi się jej dwufazowa konsystencja (czy to rzeczywiście produkt dwufazowy, czy tylko składniki się rozdzieliły?). Ostatecznie, nie wystarczyła na długo, a efekty były takie sobie. Zupełnie nie spodobała mi się maska do włosów, która okazała się zbyt obciążająca.

Korzystając z wyprzedaży postanowiłam dać jeszcze jedną szansę kosmetykom firmy Yes To dostępnym w sieci SEPHORA. Tym razem skupiłam się również na składnikach, a nie tylko na efektach. Skuszona kilkoma pozytywnymi opiniami klientów sklepu zdecydowałam się na:
- odżywcze masło do ciała (Yes to Carrots),
- hipoalergiczne mleczko do ciała (Yes to Cucumbers),
- odżywcze mleczko do ciała (Yes to Carrots),



- zwiększający objętość szampon do włosów (Yes to Tomatoes).



Zacznijmy od odżywczego masła do ciała. Miły zapach, szybkie wchłanianie i miękka w dotyku skóra - to zalety łatwo dające się zauważyć. Przyjrzyjmy się składnikom (zdjęcie poniżej).


Kosmetyk ten jest niezwykle bogaty w dobroczynne dla naszej skóry składniki. Martwi jednak stosunkowo duża zawartość konserwantu - fenoksyetanolu (phenoxyethanol), czy obecność licznych związków zapachowych. U niektórych osób mogą one wywołać reakcje alergiczne. Na szczęście mnie nic takiego nie spotkało, a kosmetyk używałam raczej z przyjemnością.

O wiele gorzej wypadły oba mleczka do ciała. Zacznijmy od tego, że skład ich jest o wiele uboższy, niż opisanego powyżej odżywczego masła do ciała. Z trudem udało mi się je zużyć. Problemem okazał się bardzo przykry zapach utrzymujący się na skórze i ubraniu przez wiele godzin. Przyzwyczajona do specyficznych zapachów kosmetyków bio, nie spodziewałam się takiego problemu, a szczególnie w kosmetykach, które posiadają dodatkowe substancje zapachowe. Biorąc pod uwagę fakt, że regularna aplikacja tych kosmetyków nie przyniosła żadnej widocznej korzyści mojej skórze, nikomu ich nie polecam (a przynajmniej zwracam uwagę na konieczność sprawdzenia, czy zapach tych kosmetyków nie będzie stanowił problemu).

Niestety szampon również okazał się kontrowersyjny. Efekt zwiększenia objętości włosów u mnie nie wystąpił, ale miałam wrażenie, że włosy są trochę przesuszone. Szampon nieprawdopodobnie mocno szczypie w oczy. Przyjemnie pachnie i bardzo mocno się pieni, co zwróciło moją uwagę skoro miał nie zawierać SLS. Sprawdziłam skład i niespodzianka: drugi składnik to Sodium Laureth Sulfate. Jestem pewna, że producent potrafi to wytłumaczyć...

Ja tymczasem powiem
"NIE, dziękuję"
dla kosmetyków firmy Yes To.

Korektor na niedoskonałości marki Melvita

Od kilku lat jestem wielką fanką kosmetyków firmy Melvita. Przez ten czas wypróbowałam bardzo wiele ich produktów. Niestety trafiły się też dwa kosmetyczne buble.

Pierwszy z nich to korektor na niedoskonałości (zdjęcie poniżej). Oprócz funkcji kryjącej, kosmetyk ten koił i przyspieszał gojenie zmian trądzikowych. Dlaczego więc bubel? Otóż kolor korektora nie miał wiele wspólnego z barwą ludzkiej skóry, a bliżej mu było raczej do cegły (zaznaczam, że w ofercie istniał tylko jeden odcień). Wypróbowałam wiele rodzajów aplikacji (pod podkład, na podkład, sam korektor, korektor zmieszany z innym korektorem, itd.). Za każdym razem efekt "maskujący" tego kosmetyku nie nadawał się do zaprezentowania komukolwiek. Korektor skończył w koszu...


Bubel numer 2 to roll-on również na niedoskonałości. Wiele się mówi o niehigienicznym użytkowaniu kosmetyków w opakowaniu typu roll-on. Mimo to byłam bardzo zaskoczona, kiedy po zaledwie 2 tygodniach użytkowania, w moim kosmetyku "coś urosło" (żółto-brązowe farfocle, płyn zaczął tracić przejrzystość). Dodam jeszcze, że kosmetyk był prawidłowo przechowywany, nie był przeterminowany, ani nie przekroczył maksymalnego czasu przydatności liczonego od otwarcia produktu. Oczywiście nie zauważyłam jego skuteczności...

niedziela, 2 czerwca 2013

LANCOME ZEN – czyli o tym, jak krem do twarzy potrafi zniszczyć spokój

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o moich doświadczeniach z kremem firmy Lancome. Jego pełna nazwa to HYDRA ZEN NEUROCALM. Jest to produkt przeznaczony do stosowania na dzień, do cery suchej. Bliska mi osoba obdarowała mnie zestawem kosmetyków firmy Lancome i tam właśnie znalazłam ten krem (wersja 30ml, w tubce). Był to mój pierwszy kosmetyk pielęgnacyjny tej firmy i bardzo się ucieszyłam, że będę mogła go wypróbować. Jak się później okazało, nie było się z czego cieszyć...

Krem miał przyjemny zapach, bardzo łatwo rozprowadzał się na twarzy. Wystarczył mi na około miesiąc stosowania raz dziennie na twarz i szyję. Rozczarowało mnie jego słabe wchłanianie - nawet po godzinie krem nie wchłaniał się całkowicie. Za każdym razem na skórze pozostawała warstwa utrudniająca mi wykonanie makijażu. Oczywiście pomyślałam, że należy nakładać mniej kremu, ale to też nie pomogło.

W tamtym czasie nadal nie zwracałam jeszcze większej uwagi na skład kosmetyków...

Po około 3 tygodniach stosowania pojawił się problem. Pory skóry w strefie T zaczęły być "dziwnie" widoczne i wypełnione czymś przeźroczystym. Po kolejnym tygodniu stosowania kremu HYDRA ZEN NEUROCALM pory rozszerzyły się do wielkości 1mm. Skóra wyglądała koszmarnie, a ja nie miałam pojęcia co się stało i co robić. Na szczęście krem się skończył, a skóra doszła do siebie po kolejnych 2 tygodniach. Dodam jeszcze, że moja skóra nie ma tendencji do "zapychania" i dotychczas tylko ten krem zaszkodził jej w ten sposób.

Krem HYDRA ZEN NEUROCALM był jedynym nowym kosmetykiem, który wprowadziłam do swojej pielęgnacji w tamtym czasie, więc automatycznie stał się głównym podejrzanym. Zszokowana reakcją mojej skóry, zapoznałam się ze składem kremu i rozpoczęłam poszukiwanie winnego składnika. Dzisiaj już wiem, że HYDRA ZEN NEUROCALM zawiera pokaźny zestaw silikonów, które przy systematycznej aplikacji kumulują się na skórze i z trudem są usuwane przez delikatne preparaty myjące, czy niektóre produkty do demakijażu. Bardzo mnie zaskoczył fakt, że firma Lancome proponuje produkt o tak fatalnej jakości. Nie muszę już chyba nawet wspominać o zupełnie nieadekwatnej cenie...

Dla zainteresowanych podaję skład z zaznaczonymi na czerwono silikonami:

Aqua/Water, Glycerin, Cyclohexasiloxane, Isononyl Isononanoate, Caprylic/Capric Triglyceride, Butylene Glycol, Cetyl Alcohol, Stearyl Dimethicone, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Stearyl Alcohol, PEG-8 Stearate, Synthetic Wax, Cyclopentasiloxane, Lecithin, Sodium Chloride, Hydroxpalmitoyl Sphinganine, Sodium Hyaluronate, Paeonia Suffruiticosa/Paeonia Suffruiticosa Root Extract, PEG-100 Stearate, Eugenol, Ethylparaben, Trifthanolamine Crithmum Maritimum/Crithmum Maritmum Extract, Silica, Cellulose Acetate Butyrate, Polyphosphorylcholine Glycol Acrylate, Polycaprolactone, Polyvinyl Alcohol, Poloxamer 188, Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Dimethiconol, Limonene, Linalool, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Propylene Glycol, 2-Oleamido-1,3-Ociadecanediol, Capryl Glycol/Caprylyl Glycol, Alpha-Isomethyl Ionone, Myristyl Alcohol, Moringa Pterygosperma Seed Extract, Ceramide 3, Gerainiol, Farnesol, Disodium EDTA, Rosa Gallica/Rosa Gallica Flower Extract, Methylparaben, Phenoxyethanol, Butyphenyl Methylpropional, Octyldodecanol, Citronellol, Dextran Sulfate, Amyl Cinnamal, Parfum/Fragrance.