Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co znajdziemy w kremie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co znajdziemy w kremie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2015

Które ampułki postanowiłam zakupić do jesiennych zabiegów mezoterapii igłowej

Jak może pamiętacie, w zeszłym roku po raz pierwszy poddałam się mezoterapii igłowej. W tym roku również planuję serię takich zabiegów w okresie jesienno-zimowym. Od kilku tygodni poszukuję ampułek do zaaplikowania podczas zabiegu. Nie jestem przekonana do preparatów zawierających konserwanty i postanowiłam sprawdzić ofertę analogicznych kosmetyków naturalnych. Bardzo zaciekawił mnie kosmetyk marki Dr. Hauschka: zestaw ampułek INTENSYWNA KURACJA NA NOC (Cure intensive pour la nuit). Według mnie ma wspaniały skład deklasujący inne preparaty tego rodzaju. Olejek eteryczny z róży, wyciąg z liści prawoślazu, wyciągi z: aloesu, żyworódki, przelotu, słonecznika, lilii, płatków róży, oczaru, połączone z mleczkiem pszczelim, miodem oraz srebrem koloidalnym stanowią mieszankę wartą wypróbowania. Ma wspomagać regenerację, rewitalizować, regulować metabolizm komórkowy, więc sami widzicie, że powinien wspaniale nadać się do mezoterapii igłowej.

Wadą jest cena. Za 50 ampułek należy zapłacić 71,5 euro. Powoli przymierzam się do zakupu i mam nadzieję, że uda mi się doczekać jakiejś promocji. Oczywiście dam wam znać, kiedy już uda mi się dokonać zakupu.

czwartek, 25 czerwca 2015

Serum do twarzy COLLAGEN BOOSTER marki Dr. Brandt - recenzja

Przyszedł czas na recenzję zakupionego podczas styczniowych wyprzedaży serum do twarzy COLLAGEN BOOSTER marki Dr. Brandt.


Serum zamknięte jest w dekoracyjnym opakowaniu z pompką (30ml). Dużą zaletą opakowania jest jego częściowa przejrzystość, która pozwala ocenić, ile jeszcze kosmetyku nam zostało. Serum jest dość drogie, ale udało mi się je kupić w SEPHORZE w promocyjnej cenie 55 euro (zamiast 78 euro). Działanie ma opierać się na stymulacji produkcji kolagenu, co w efekcie ma poprawiać wygląd skóry (działanie przeciwzmarszczkowe). Mimo, iż nie jest to produkt bio, zdecydowałam się na zakup.

Kosmetyk jest przyjemny w użyciu: ma lekką konsystencję, żółtawo-perłowy kolor i świeży zapach. Łatwo się wchłania, co niestety przekłada się na jego słabą wydajność (używałam go 2 razy dziennie). Zaznaczę, że przed rozpoczęciem używania serum, moja skóra była w dość dobrej kondycji. Serum dobrze nadaje się pod makijaż - nie wałkuje się. Chwilami miałam nawet wrażenie, że jest to kosmetyk zbyt lekki; nie zapewniający wystarczającego nawilżenia, czy natłuszczenia mojej skóry. Serum jednak nie wysuszyło, nie "zapchało", ani w żaden inny sposób nie pogorszyło jej stanu, co uznaję za plus. Co jakiś czas na mojej skórze pojawiają się pojedyncze zmiany trądzikowe, do których nadal mam tendencję, a kosmetyk ten w żaden sposób tego nie zmienił. Jeśli chodzi o jego zauważalne działanie przeciwzmarszczkowe, to mam wrażenie, że częściowo wygładziły się zmarszczki na moim czole (szczególnie ta pionowa, często zwana "lwią"), ale jest to raczej słaby efekt.

Gorzej sprawa wygląda, jeśli przyjrzymy się składnikom serum. Mamy co prawda witaminę C, aminokwasy i wyciąg z paproci, ale  niestety najnowsze osiągnięcia w dziedzinie dermatologii w tym przypadku nie idą w parze z bezpieczeństwem użytkowania. W składzie znajdziemy chociażby całą gamę konserwantów: aż 5 rodzajów parabenów i fenoksyetanol, o innych podejrzanych składnikach już nie wspominając (pełna lista składników poniżej).

Water, Methylsilanol Hydroxyproline Aspartate, Glycerin, Xanthan Gum, Triheptanoin, Acetyl Hexapeptide -20, Triisostearin, Cyathea Cumingii Leaf Extract, Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Decarboxy Carnosine Hcl, Caprylyl Trimethicone, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Propylene Glycol, Lecithin, Soybean Germ Extract, Pvm/Ma Copolymer, Sodium Acrylates Copolymer, Methylparaben, Alcohol, Sorbitol, Hydrogenated Lecithin, Glycine, Proline, Hydroxyproline, Alanine, Glutamic Acid, Arginine, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Hydrogenated Polyisobutene, Ethylparaben, Butylparaben, Lavender Oil, Phospholipids, Propylparaben, Isobutylparaben, Polyglyceryl-10 Stearate, Sunflower Seed Oil.

Kosmetyki marki Dr. Brandt mają opinię bardzo skutecznych szczególnie w dziedzinie wygładzania zmarszczek. Ja również zauważyłam u siebie poprawę w tej kwestii, ale liczyłam na trochę większe efekty. Samo serum wydaje mi się za słabe, aby uzyskać lepsze rezultaty. Możliwe, że jest to kwestia czasu i należałoby zakupić kolejne opakowania i kontynuować pielęgnację produktem przez kolejne miesiące. Biorąc pod uwagę stosunkowo słabe działanie kosmetyku mało prawdopodobne, abym zdecydowała się na ponowny zakup naszpikowanego tyloma konserwantami produktu.

czwartek, 18 czerwca 2015

PHYT'S REVIDERM - moja opinia o kremie i serum

Kilka miesięcy temu zakupiłam zestaw kosmetyków REVIDERM marki PHYT'S (krem oraz serum, szczegóły tutaj). Kosmetyki te miały dodawać cerze blasku, rewitalizować, natleniać, odżywiać, regenerować i działać przeciw-zmarszczkowo. Skończyłam je używać kilka tygodni temu i już mogę opisać Wam moje wrażenia.



Zacznę od serum. Szklane opakowanie zawiera 40 kapsułek wypełnionych znanymi z właściwości pielęgnacyjnych substancjami, takimi jak: olej z nasion konopi, nasion leszczyny, bazylii, pszenicy, nasion kasztana, kwiatów pelargonii, cyprysu, lawendy, szałwii oraz witaminę E (pełna lista składników widoczna jest na zdjęciu poniżej)Niestety (podobnie, jak całkiem duża grupa użytkowników), mam kilka zastrzeżeń co do tego produktu. Przede wszystkim serum prawie się nie wchłania. Pozostawia bardzo tłustą warstwę, która raczej w końcu wytrze się w poduszkę (producent zaleca używać serum tylko wieczorem), niż wchłonie. Nie pomaga nawet nakładanie kilka godzin przed snem. Rano resztki serum nadal pozostają na twarzy. Jeśli chodzi o działanie, to też nie jest lepiej. Pomimo bardzo bogatej listy cennych składników, nie zauważyłam szczególnego działania poza lekkim obciążaniem skóry. Skóra miała większe tendencje do "przetłuszczania" i bardziej się "świeciła". Podczas użytkowania serum konieczny był makijaż matujący.




O wiele lepiej spisał się krem (tubka 40g, lista składników widoczna na zdjęciu powyżej). Poza tym, że również dawał dodatkowy efekt "świecenia" się skóry, całkiem dobrze się sprawdził. Koił, nawilżał i oczywiście natłuszczał. Zapach kremu jest bardzo delikatny, więc według mnie nadaje się on dla osób nie lubiących mocno perfumowanych kosmetyków. Miał raczej gęstą konsystencję, przypominającą mi maskę z glinką. Z tego powodu najpierw dokładnie rozprowadzałam go w dłoniach, a potem przykładałam dłonie do kolejnych obszarów skóry. W ten sposób nie naciągałam skóry rozcierając gęsty kosmetyk. Mimo gęstej konsystencji nie zaobserwowałam "zapychania" porów skóry. 



Po wypróbowaniu obu kosmetyków zdecydowanie nie zakupię ponownie serum. Co do kremu, to zobaczymy w przyszłości - oczywiście dam Wam znać. W najbliższym czasie wypróbuje coś innego i wszystko będzie zależeć od tego, jak sprawdzą się inne kosmetyki. Przypomnę też, że nie są to kosmetyki tanie - w promocyjnej cenie (-30%) zestaw kosztował 60 euro.

Jeśli interesuje Was marka PHYT'S, to tu możecie znaleźć moje inne posty na temat kosmetyków tego producenta:

NATURODERM PHYT'S

Preparat wzmacniający do włosów PHYT'S

wtorek, 2 czerwca 2015

Jak skutecznie pobudzić wzrost włosów i paznokci - recenzja preparatu FORCAPIL

Jak może niektórzy pamiętają, kilka miesięcy temu skarżyłam się na dość mocne wypadanie włosów. Zakupiłam wtedy kilka nowych dla mnie kosmetyków mających pomóc w takiej sytuacji. O ile szampon (Dermaclay) nie był wystarczająco mocny, aby samemu przezwyciężyć problem, o tyle tonik (Weleda) zdecydowanie pomagał. Jednak, kiedy tylko przestawałam go używać, włosy na nowo wypadały w dużych ilościach. Żaden z kosmetyków nie spowodował jednak, żeby włosy zaczęły odrastać. Wtedy zupełnie przypadkowo (podczas babskich plotek:-) usłyszałam o preparacie Forcapil (belgijskiej marki Arkopharma Belux).


Nie mając już pomysłów na inne sposoby sięgnęłam po preparat będący mieszaniną witamin, minerałów oraz aminokwasów siarkowych. Miał on powodować wzrost włosów, a to wydawało się najlepszym rozwiązaniem dla przerzedzonej kilkumiesięcznym wypadaniem włosów fryzury.

Produkt był bez problemu dostępny w aptece. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy była jego wysoka cena. Po przeliczeniu na jak długo wystarcza, produkt okazuje się bardziej przystępny: opakowanie na 3 miesiące terapii (180 kapsułek) + małe opakowanie na 1 miesiąc (60 kapsułek, gratis) kosztuje we Francji 37 euro. Niestety nie znalazłam informacji o dostępności FORCAPILu w Polsce, mimo iż nie jest to produkt zupełnie Wam nieznany. 

Ale jak to działa?
Producent sprytnie wyszedł z założenia, że aby pobudzić wzrost włosów i paznokci należy dostarczyć do organizmu niezbędnych elementów budulcowych. Szczególnie ważne są te potrzebne do syntezy keratyny, będącej głównym składnikiem włosów i paznokci. Keratyna jest syntetyzowana na bazie aminokwasów siarkowych, a w procesie tym uczestniczą też cynk i witaminy z grupy B. Stąd też w składzie znajdziemy następujące składniki (łączna ilość w dziennej zalecanej dawce, czyli w 2 kapsułkach):
- witaminę B5 (18 mg),
- witaminę B6 (2 mg),
- witaminę B9 (200 µg),
- witaminę D3 (5 µg),
- witaminę B8, inaczej biotynę (450 µg),
- cynk (15 mg),
- L-cysteinę (300 mg),
- L-metioninę (100 mg).
Zgodnie z ulotką należy jeść 2 kapsułki dziennie (rano, podczas posiłku, popić wodą) przez okres 3-4 miesięcy.

Efekty?
Najpierw chciałabym zaznaczyć, że swoją codzienną dietę uważam za dobrze zbalansowaną i nie podejrzewam u siebie szczególnych niedoborów składników odżywczych. Naturalnie posiadam mocne i zdrowe paznokcie. Przed zastosowaniem produktu wymagały one skracania około raz na tydzień. Nigdy się nie rozdwajały, a do ich złamania dochodziło bardzo rzadko. Po 2,5-3 tygodniach od początku "terapii" suplementem Forcapil zauważyłam szybszy wzrost paznokci - konieczne stało się przycinanie średnio co 3-4 dni. Dodatkowo stały się one jeszcze mocniejsze. Pierwsze efekty na włosach zaobserwowałam dopiero po miesiącu stosowania preparatu. Najpierw kosmyki na linii włosów wreszcie zaczęły nabierać długości - wcześniej cały czas wyglądały one u mnie jak tzw. "baby hair" i nigdy nie miały więcej niż 5 cm. Kolejnym etapem było zagęszczenie włosów na poziomie skroni. Wtedy przestałam już mieć jakiekolwiek wątpliwości co do działania preparatu, gdyż efekty zaczęły być widoczne dla innych osób. W niecałe 2 miesiące włosy urosły mi tyle, co zazwyczaj w 6-9 miesięcy. Nadal pozostały cienkie, ale przynajmniej zrobiło się ich trochę więcej.
Obecnie kończę trzeci miesiąc terapii i ze względu na jej skuteczność mogłam sobie pozwolić na zabieg BEACH WAVES zamiast ratunkowo obcinać włosy. Zdecydowanie polecam Wam ten preparat, który sama już planuję kupić późną jesienią.

wtorek, 31 marca 2015

Raz jeszcze o substancjach zaburzających gospodarkę hormonalną

Naukowcy oszacowali, że choroby spowodowane przez substancje zaburzające gospodarkę hormonalną kosztują Unię Europejską (czyli nas wszystkich) 157 miliardów euro rocznie. O jakich schorzeniach tu mowa? Otyłość, cukrzyca, problemy z płodnością oraz zaburzenia neurobehawioralne - to tylko część przykładów. Dlaczego o tym wspominam? Pewne składniki kosmetyków (niektóre konserwanty, filtry UV, rozpuszczalniki...) mogą wpływać na hormony w organizmie człowieka.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Kosmetyki marki SAMPAR - działają świetnie, ale czy jest jakieś "ale"?

Mieszkając we Francji trudno jest nie natknąć się na kosmetyki marki SAMPAR. Nie jest to marka "bio", ale kosmetyki te mocno wyróżniają się pośród innych. Znam je już od kilku lat. Najpierw miałam okazję wypróbować wersję miniaturową musującego peelingu enzymatycznego, a w wakacje zdecydowałam się na zakup promocyjnego zestawu (SEPHORA, letnie soldy). Wszystkie dotychczas znane mi kosmetyki tej marki sprawdziły się całkiem dobrze. Czy są jednak bez wad? Pozwólcie, że przedstawię je Wam bliżej.

Nie są to kosmetyki tanie i nie będę ukrywać, że mój ostatni zakup podyktowany był bardzo dużą obniżką. Za jakieś 60% regularnej ceny maseczki do twarzy udało mi się kupić nie tylko maskę (So Much To Dew Midnight Mask, 50ml, a nie 15ml jak oznaczono na kartoniku), ale też krem do twarzy (So Much To Dew Day Cream, 15ml) i krem do rąk (First Hand Cream, 30ml). 



Zacznijmy od składu owych produktów (widoczny na zdjęciu poniżej). Producent reklamuje So Much To Dew Midnight Maskjako kosmetyk podobny składem do ludzkiego naskórka, co zapewnić ma optymalne właściwości regeneracyjne. Przyglądając się bliżej składnikom, znajdziemy jednak kilka, które uznaje się za niekorzystne dla naszego zdrowia. Mowa tu o takich substancjach jak: alkohol benzylowy, BHT, czy metylizotiazolinon. Trudno uwierzyć, że substancji tych nie można zastąpić innymi, o lepszej reputacji.
Jeśli chodzi o samo działanie to maska sprawdza się świetnie: łagodzi podrażnienia, skóra szybciej się regeneruje i jest bardziej jędrna. Używam jej na noc (wtedy oprócz maski nie nakładam żadnego innego kosmetyku), raz na tydzień - dwa. Mimo, że producent nic na ten temat nie pisze, to ze względu na higienę, po użyciu dokładnie płuczę i suszę pędzel znajdujący się na zakończeniu tubki z maską.



Działanie kremu do rąk (First Hand Cream) miałam okazję sprawdzić podczas tegorocznego, zimowego pobytu w Polsce. Temperatura spadała kilkukrotnie do minus kilkunastu stopni i trzeba przyznać, że krem (stosowany wieczorem i rano) całkiem nieźle chronił skórę dłoni. Może nie były one super nawilżone, z miękką i delikatną skórą, ale krem wyraźnie zmniejszał podrażnienie. Mimo niekorzystnych warunków atmosferycznych skóra rąk nie pękała.
Przyglądając się składnikom tego kosmetyku, ponownie znajdziemy kilka uznanych za zdecydowanie niekorzystne dla naszego zdrowia: alkohol benzylowy, metylizotiazolinon, czy eugenol.

Krem do twarzy (So Much To Dew Day Creamdziałał najsłabiej z zestawu. Bardzo szybko się wchłaniał, przyjemnie pachniał, nie wałkował się i nie utrudniał wykonania makijażu. Poza tym nie działał jakoś szczególnie i miałam wrażenie, że po nałożeniu po prostu pozostaje na skórze. Za plus uznam, że nie obciążał, ani nie "zapychał" skóry.
Podobnie jak w powyżej prezentowanych kosmetykach, również w tym pośród licznych składników znajdziemy "czarne owce": ceteareth-25 (mieszanina oksyetylenowanychalkoholi), BHT, metylizotiazolinon, metylchloroizotiazo-linon.

Czas na podsumowanie...
Kosmetyki marki SAMPAR zwracają uwagę swoim stosunkowo silnym działaniem, ale wadą są dla mnie ich niektóre składniki. Od marki tak nowatorskiej, jako świadoma klientka, oczekuję więcej wysiłku i zdecydowanie większego bezpieczeństwa użycia kosmetyków. Nie przekonują mnie niskie stężenia znanych ze szkodliwego działania substancji. Kosmetyki skończyłam, ale na przyszłość będę się trzymać od nich z daleka oczekując, że być może firma zmieni w przyszłości swoją strategię produkcyjną.

niedziela, 2 listopada 2014

WELEDA kosmetyki bez tych "bardziej znanych" certyfikatów bio

Policzyłam i okazało się, że kremy i maski do twarzy marki WELEDA znam już od 8 lat. Bardzo podobają mi się ich składy i polityka firmy. Poniżej wyjaśniam Wam, dlaczego ciągle do nich powracam.

WELEDA, a certyfikaty kosmetyków bio:

Zacznę od tego, że mimo iż nie posiadają one popularnych certyfikatów bio, kosmetyki tej firmy są bardzo cenione wśród fanek pielęgnacji naturalnej. Na swojej oficjalnej stronie WELEDA wyjaśnia:

- glinki i pudry mineralne mimo, iż są całkowicie naturalne i ekologiczne nie są uznawane za składniki biologiczne, a są to cenne składniki podczas tworzenia receptur np. mydeł, czy past do zębów,

- marka istnieje od 1921 roku, kiedy nie było jeszcze tego rodzaju certyfikatów i już wtedy wypracowywała autentyczny charakter swoich naturalnych produktów,

- od ponad 90 lat WELEDA posiada swoje własne ekologiczne uprawy roślin leczniczych oraz kładzie szczególny nacisk na ekologiczny charakter składników pochodzenia roślinnego, dostarczanych przez zaufanych partnerów - marka wykazuje gotowość i chęć wprowadzania do swoich produktów jak największej ilości składników bio,

- w 2012 roku aż 77% ekstraktów roślinnych używanych przez WELEDĘ pochodziło z upraw ekologicznych,

- WELEDA podpisuje się pod wytycznymi NaTrue: poprzez wykorzystanie bakteriostatycznych właściwości olejków eterycznych i alkoholi oraz odpowiednie opakowania produktów kosmetycznych (ograniczające dopływ światła i powietrza), WELEDA zapewnia swoim produktom trwałość, równocześnie wyrzekając się syntetycznych konserwantów,

- WELEDA używa etanolu pochodzenia biologicznego (fermentacja zbóż) w roli konserwantu lub rozpuszczalnika w niektórych swoich produktach, jednak jego dawki są starannie dobrane i towarzyszą mu składniki chroniące skórę przed wysuszeniem, co potwierdzają testy dermatologiczne,

- olejki eteryczne wykorzystywane przez markę są poddawane drobiazgowej kontroli, aby zapewnić ich jakość, oraz przechowywane w odpowiedni sposób, co z kolei zmniejsza ich potencjalne zdolności drażniące, dodatkowo odpowiednie dawkowanie w kosmetykach sprawia, że reakcje alergiczne są rzadkie (mniej niż 1 przypadek na milion sprzedanych produktów WELEDA).

Ostatnio kupione przeze mnie kosmetyki WELEDY to:

- różana maska do twarzy na pierwsze oznaki starzenia


- ujędrniający krem na noc z olejem z pestek granatu



- nawilżająca maska do twarzy z ekstraktem z irysa



Wszystkie te kosmetyki kupiłam już po raz kolejny. Z maską różaną i kremem z granatu miałam w przeszłości problem - zbyt przeciążały moją mieszaną skórę. Zwiększone wydzielanie sebum obserwowałam nawet następnego dnia po użyciu kosmetyku. Ze względu na bardzo dobry skład postanowiłam dać im jeszcze jedną szansę, ale nawet po kilku latach skóra reaguje na nie podobnie. Dlaczego więc do nich wracam? Otóż rewelacyjnie sprawdzają się one na wszelkiego rodzaju przesuszenia, podrażnienia i problemy z odbudową naskórka. W moim przypadku sprawdzają się bardzo dobrze w użyciu raz na tydzień. Wielkim fanem tych kosmetyków jest moja mama, mająca wrażliwą i suchą skórę. Nie tylko nie powodują one u niej alergii, ale też świetnie odżywiają. W efekcie, będąc ostatnio w Polsce, zostawiłam jej te produkty, a kilka tygodni później zakupiłam sobie maskę nawilżającą. Inaczej niż w przypadku maski różanej, maska nawilżająca doskonale sprawdza się u mnie nawet 2 razy w tygodniu i nie przeciąża skóry. Nie tylko nawilża, ale zmniejsza podrażnienia i mam wrażenie, że powoduje szybszą odbudowę naskórka, co obserwuję np. po zabiegach mezoterapii igłowej (więcej na ten temat już wkrótce).

sobota, 11 października 2014

Ciekawy filmik na YouTube o tym, jak czytać skład kosmetyku

Czytanie składów kosmetyków nie dla wszystkich jest łatwe, ale nie wymaga też nie wiadomo jakiego wysiłku, ani specjalistycznej wiedzy. Jeśli tylko się chce, to mając dostęp do internetu, każdy z nas stosunkowo szybko może dowiedzieć się co zawiera interesujący go produkt.

Kilka dni temu na YouTube pojawił się filmik znanej video-blogerki nissiax83 przybliżający to zagadnienie. Uważam, że filmik ten jest zrobiony w przystępny sposób i szybko pomoże zainteresowanym osobom opanować podstawy czytania składów kosmetyków. Gorąco go polecam wszystkim zainteresowanym. Poniżej znajdziecie link do filmu:

"Jak czytać składy kosmetyków - teoria i praktyka" by nissiax83


oraz jeden z linków do stron polecanych przez nissiax83na których sprawdzicie składniki Waszych kosmetyków. Podaję Wam tylko jeden - ten do najlepszej według mnie strony. Mimo, że jest ona po angielsku, to osoby nieznające tego języka i tak mogą skorzystać z informacji przedstawionej kolorami (5-stopniowa skala od zielonego - OK do czerwonego - zły składnik):

http://www.cosdna.com/eng/ingredients.php

Nie polecam Wam strony polskiej www.kosmopedia.org z bardzo prostej przyczyny. Encyklopedia składników w sprawach bezpieczeństwa stosowania każdorazowo odsyła użytkowników po informacje na strony Komisji Europejskiej i FDA. Nie o to nam przecież chodzi, żeby godzinami szukać informacji o jednym tylko składniku. Mam też kilka zastrzeżeń do nieprecyzyjnie przedstawionych informacji, które mogą być błędnie zinterpretowane przez użytkowników.

Tak oto szybko możecie sprawdzić, jak wiele substancji w kosmetyku ma rzeczywiste działanie pielęgnacyjne, a ile zaliczamy do grupy "chemicznych wypełniaczy" konserwujących, wpływających na kolor, konsystencję i zapach produktu. Same wybierzcie w świadomy sposób, jak będziecie pielęgnować swoje ciało.

niedziela, 5 października 2014

Jedziemy po urodę do Buska

Jakiś czas temu postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i zdecydowałam się na wypoczynek w Busku-Zdroju. Z bogatej oferty jaką oferuje miasto wybrałam Hotel Słowacki Spa, znany też jako Sanatorium Słowacki.

Może niektórzy z Was już wiedzą, że Busko-Zdrój słynie z kąpieli siarkowych i borowin bardzo cenionych w lecznictwie. Dziś chciałabym Wam jednak opowiedzieć o ich szczególnym zastosowaniu w kosmetyce.


Zacznijmy od borowiny:

  • Borowina jest torfem, który w dużym stopniu uległ procesowi humifikacji (rozkład związków organicznych i ich powtórna synteza). Ma niezwykle bogaty skład chemiczny. Najważniejszymi dla lecznictwa i pielęgnacji związkami obecnymi w borowinie są związki humusowe i bituminy. W borowinie znajdziemy też pierwiastki śladowe. Związki te mogą działać bezpośrednio na skórę i błony śluzowe, albo bardziej ogólnie na cały organizm. Bituminy obecne w borowinach wykazują działanie podobne do estrogenów.
  • Borowina:
    - przegrzewa, a co za tym idzie, pobudza metabolizm komórkowy,
    - działa przeciwzapalnie i ściągająco,
    - stymuluje procesy naprawcze (regeneruje),
    - odżywia,
    - oczyszcza poprzez działanie adsorpcyjne wobec skóry i tkanki podskórnej,
    - zwiększa ukrwienie skóry i tkanek,
    - działa bakteriobójczo i bakteriostatycznie,
    - zabiegi borowinowe aktywują też niektóre reakcje enzymatyczne i
      stymulują procesy immunologiczne.
  • Borowinę można stosować na kilka sposobów - w postaci kąpieli, okładów i innych zabiegów z użyciem pasty borowinowej. Dostępne są też różne preparaty pielęgnacyjno-lecznicze (napiszę o nich później).
  • Osobiście za najciekawszą cechę borowiny uważam jej właściwości sorpcyjne. Podczas zabiegów borowinowych ma miejsce uwolnienie z ciała ubocznych produktów przemiany materii i ich związanie w borowinie. Pozwala to organizmowi na "oczyszczenie się". Z tego też powodu borowina nie nadaje się do powtórnego użycia.
  • Nadal mało wiemy o bogatym, chemicznym składzie borowiny, chociaż ostatnio zagęszczony wyciąg borowinowy stał się obiektem wzmożonych badań i zainteresowania kosmetologów. Niestety w niektórych przypadkach niewiedza może oznaczać również obecność substancji niepożądanych, a nawet szkodliwych. W 2014 roku dwa niezależne zespoły naukowców (węgierski i hiszpański) opublikowały wyniki badań wskazujące na pilną potrzebę utworzenia systemu kontroli jakości peloidów (do których zaliczamy między innymi borowiny, glinki i błota). Jakkolwiek dzisiaj borowiny znane są ze swoich pozytywnych leczniczych i kosmetycznych działań, w przyszłości będzie odpowiadać to jeszcze lepiej poznanemu składowi chemicznemu i zdecydowanie zwiększonemu bezpieczeństwu stosowania.

Wody lecznicze i ich zastosowanie w kosmetyce:


  • Za wody lecznicze uznaje się wody posiadające w swoim składzie podwyższone stężenie danego składnika, przy czym dla każdego składnika jest to inna wartość wyrażana najczęściej w mg/l.
  • Woda mineralna ze źródła Zuzanna (odwiert LW-1 w Lesie Winiarskim, głębokość 165m) spełnia wymogi dla wody chlorkowo-sodowej, siarczkowej (zawartość siarkowodoru to 45mg/l) i jodkowej (2,2mg/l). Nadaje się do kąpieli i kuracji pitnych.
  • Kąpiele w tej wodzie wykazują działanie:
    - regenerujące,
    - odtruwające (przy zatruciach metalami ciężkimi) i oczyszczające,
    - keratolityczne (złuszczające) i keratoplastyczne (zmiękczające), 
    - przywracają skórze sprężystość,
    - poprawiają ukrwienie skóry, sprzyjają jej odżywieniu i odnowie.

  • Podczas kąpieli dochodzi do wnikania składników mineralnych do warstw naskórka. Wchłonięte przez skórę jony odpowiedzialne są między innymi za uwalnianie hormonów tkankowych. Co ciekawe, wchłanianie jonów w skórze (a dokładniej w naskórku) ma miejsce jeszcze nawet 24h po kąpieli. Jest ono jednakże już o wiele mniejsze niż podczas samej kąpieli. Podobnie jak w przypadku zabiegów borowinowych, podczas kąpieli w wodzie leczniczej ma również miejsce uwalnianie z organizmu substancji do wody mineralnej. Najczęściej są to uboczne produkty przemiany materii.
  • Ciekawostką jest wypłukiwanie z naskórka  kwasu urokainowego, mogącego pochłaniać promieniowanie ultrafioletowe (naturalna ochrona przeciwsłoneczna). W efekcie pochłaniania promieniowania, forma trans tego kwasu przechodzi w formę cis mającą niekorzystne działanie na nasz organizm.
  • Kąpiele w wodach siarczkowo-siarkowodorowych zalecane są w różnych problemach skórnych, jak na przykład:
    - atopowe zapalenie skóry (AZS),
    - zapalenie łojotokowe,
    - łuszczyca,
    - twardzina (sklerodermia),
    - rogowacenie mieszkowe,
    - trądzik.


W jakich produktach znajdziemy borowinę i wodę siarczkową, ich stosowanie i efekty:


W aptekach (gdzie można też poprosić o sprowadzenie interesującego nas produktu), sklepach zielarskich, a nawet w drogeriach znaleźć możemy kosmetyki/preparaty na bazie borowiny lub wód mineralnych (leczniczych). O ile znalezienie tych produktów nie stanowi większego problemu, o tyle moje zastrzeżenia budził skład. Po pierwsze nie udało mi się natrafić na produkt bez konserwantów, albo chociaż z tzw. konserwantami "eko". Większość preparatów posiadała w swoim składzie całą gamę parabenów, o których potencjalnej szkodliwości już Wam kiedyś pisałam. Chcąc osobiście sprawdzić ich działanie, ostatecznie zdecydowałam się na zakup następujących produktów, które w moim odczuciu miały skład "trochę lepszy" niż pozostałe, dostępne na rynku:
- żel borowinowy do ciała (P. Farmaceutyczne SULPHUR ZDRÓJ), skład na zdjęciu poniżej:



borowina "plus" (P. Farmaceutyczne SULPHUR ZDRÓJ), składniki (INCI):Peat, Peat extract, Ethylparaben, producent podaje, że produkt zawiera 80% borowiny i 19,8% zagęszczonego wodnego wyciągu z borowiny,
- żel siarczkowy do ciała (P. Farmaceutyczne SULPHUR ZDRÓJ), składniki (INCI): Sulphide-sulphide hydrogen salty mineral water, Methylocellulose, Alkohol, Methylparaben, Eucalyptus globulus, Mentol
- buska maska siarczkowa do ciała (P. Farmaceutyczne SULPHUR ZDRÓJ), składniki: Sulphide-sulphide hydrogen salty mineral water, Paraffinum Liquidum, Vaselinum Album, 1,2 Propanodiol, Paraffinum solidum, Kaolin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Titanium dioxide, Parfum, Cholesterol, Eukalyptus globulus, Phenonip.

Na zakup żeli zdecydowałam się po konsultacjach z personelem pracującym na co dzień z borowiną i wodą siarczkową. Właśnie żele zostały przez niego wskazane jako najefektywniejsze preparaty do użytku domowego. Na zakup borowiny (1 kg) i maski siarczkowej (0,5 kg) duży wpływ miała wielkość opakowań, umożliwiająca wykonanie kilku zabiegów całego ciała.

Żele stosowałam zarówno na twarz jak i na całe ciało. Kroplę żelu mieszałam z kremem do twarzy (na noc), a na całe ciało nakładałam żel zaraz po kąpieli, na lekko wilgotną skórę. Żel borowinowy stosowałam co drugi dzień, na zmianę z siarczkowym. Jeśli chodzi o efekty to:
- każda aplikacja żelu borowinowego na twarz powodowała polepszenie wyglądu mojej mieszanej i problematycznej skóry - rozjaśnienie/ujednolicenie kolorytu, zwiększenie jędrności/napięcia skóry, nawilżenie i odżywienie,
- żel siarczkowy powodował lekkie łuszczenie się naskórka i przyspieszał regenerację uszkodzonej skóry, 
- aplikacja na skórę ciała samego żelu nie należy do komfortowych - oba żele najpierw się kleją, a potem powodują silne ściągnięcie skóry.
Zabieg borowinowy polega na nałożeniu lekko rozgrzanej pasty borowinowej na wcześniej umytą skórę ciała. Sam zabieg jest przyjemny ze względu na rozchodzące się z borowiny ciepło. Natomiast potem należy liczyć się z mniej przyjemną koniecznością szorowania całej łazienki. Również skóra może być lekko zabarwiona na brązowy kolor, więc do usunięcia resztek borowiny gorąco polecam użycie gąbki (najlepiej czarnej). Po zabiegu skóra jest zaróżowiona (pobudzone krążenie), a potem wydaje się być jaśniejsza niż przed zabiegiem (chociaż za każdym razem zastanawiałam się, czy nie jest to tylko złudzenie optyczne po domyciu brązowych śladów:-)
Zabieg z maską siarczkową wykonywałam zgodnie z zaleceniami podanymi na opakowaniu. Maskę należy nałożyć na wcześniej umytą skórę, a potem ułożyć się w płytkiej kąpieli na około 20 minut. Potem resztki maski się spłukuje i delikatnie wyciera skórę. Na skórze pozostaje film i miałam wrażenie, że potem pozostał on na ręczniku i ubraniu, a cały efekt zaobserwowanego nawilżenia pochodził od bardzo dużej ilości parafiny obecnej w masce. Maska osadza się też na wannie i trzeba bardzo uważać, bo ta staje się bardzo śliska.
Kąpiele w wodzie siarczkowej najlepiej brać w przystosowanych do tego ośrodkach. Chodzi o specjalnie przystosowaną wentylację, która jest konieczna ze względu na wydzielający się z kąpieli siarkowodór (trujący gaz). Na tygodniową serię kąpieli zdecydowałam się właśnie w hotelu Słowacki i już po trzeciej kąpieli zauważyłam silne działanie keratolityczne (złuszczanie naskórka).


Podsumowując...

Szkoda, że borowiny i wody mineralne są tak słabo rozpowszechnione w kosmetyce. Liczę też na dalszą pracę zespołów opracowujących składy preparatów kosmetyczno-leczniczych, mając nadzieję, że w przyszłości dobroczynne właściwości borowiny i wód mineralnych nie będą niwelowane przez składniki coraz powszechniej uważane za szkodliwe dla naszego zdrowia.
Maska siarczkowa i borowina okazały się uciążliwe w użyciu domowym, ale  za to żele wydają się być lepszym rozwiązaniem. Wszystkie preparaty przeze mnie wypróbowane przynosiły widoczne korzyści dla skóry i można uznać je za alternatywę wyjazdu do SPA lub sanatorium.

Materiały źródłowe:
- Medycyna uzdrowiskowa w zarysie, pod redakcją I. Ponikowskiej, Warszawa 1995.
- Materiały informacyjne wydane przez Hydrogeotechnika Sp. z o.o.
- Fizykoterapia, medycyna uzdrowiskowa i SPA, W. Kasprzak, A.Mańkowska, Warszawa, 2008.
- Fizjoterapia, G. Straburzyński, Warszawa, 1988.
- Portal PubMed.


Bardzo serdecznie dziękuję panu
Dr Krzysztofowi Wołoszyn
za udostępnienie specjalistycznej literatury
oraz
personelowi Hotelu Słowacki
za troskliwość, cierpliwość, entuzjazm i uśmiech.




Chcę zaznaczyć, że cały mój pobyt w hotelu Słowacki, zabiegi i preparaty kosmetyczno-lecznicze zostały całkowicie opłacone z moich prywatnych środków. Nie uzyskałam też żadnych korzyści z napisania tych opinii. Po prostu byłam tam i uważam, że jest to miejsce godne polecenia.

niedziela, 2 czerwca 2013

Dlaczego niektóre kosmetyki mogą być niebezpieczne dla naszego zdrowia?

Kosmetyki zawierają wiele różnych substancji, ale tylko część z nich to składniki mające pielęgnować naszą skórę. Konserwanty, emulgatory, składniki odpowiedzialne za przyjemny zapach, itd. - czy na pewno wszystkie są neutralne dla naszego zdrowia? Pamiętajmy, że nadal nie wiemy o nich wszystkiego. Może się okazać, że substancje dopuszczane dzisiaj do produkcji kosmetyków, jutro mogą zostać zakazane. To, że dotąd nie zaobserwowano szkodliwych efektów stosowania jakiejś substancji nie oznacza, że jest ona absolutnie bezpieczna. Niezwykle ważną kwestią jest całkowita dawka na jaką wystawiamy nasz organizm. Przykładowo konserwanty występują także w jedzeniu, czy lekarstwach, więc mówiąc o tym, ile dostaje się ich do naszego organizmu każdego dnia, również to należy wziąć pod uwagę. 

Na koniec pamiętajmy jeszcze, że wpływ dwóch różnych substancji chemicznych na nasz organizm "stosowanych" pojedynczo może być zupełnie inny, niż gdy wystąpią razem. Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie substancje jakie danego dnia dostają się do naszego ciała, liczba możliwych kombinacji staje się imponująca. Nie tak łatwo jednoznacznie określić, która substancja odpowiada za niepożądany efekt. 

Szukając informacji o szkodliwym wpływie niektórych substancji zawartych w kosmetykach na nasze zdrowie natrafiłam na ciekawy filmik. Zapraszam Was do oglądania:




Zachęcam Was do refleksji na temat ilości substancji chemicznych jaką codziennie wprowadzamy do naszych organizmów wraz z kosmetykami. A może chociaż niektóre z nich da się ograniczyć? Uważam, że warto podjąć taki wysiłek. A co Wy myślicie na ten temat? Zapraszam Was do dyskusji.

wtorek, 28 maja 2013

Parabeny – bezpieczne czy nie?

Parabeny (czyli estry kwasu parahydroksybenzoesowego) stosowane są jako konserwanty zarówno w przemyśle kosmetycznym, jak i farmaceutycznym czy spożywczym. Jedno z badań wykazało, że parabeny obecne były w 44% testowanych kosmetyków. Stężenie parabenów w kosmetykach może sięgać nawet 1%, a w produktach farmaceutycznych nawet 20%. Szacuje się, że dziennie do organizmu człowieka dostaje się średnio około 76mg parabenów, z czego 2/3 pochodzi z kosmetyków (wykres poniżej). Najczęściej spotykamy się z metylparabenem, etylparabenem, propylparabenem i butylparabenem. Większość z Was pewnie już o nich słyszała. Co o nich wiemy dzisiaj? Czy warto się ich wystrzegać? Przyjrzyjmy się im bliżej.




Parabeny występują w otaczającym nas środowisku – w niskich stężeniach wykryto je chociażby w rzekach i w wodzie pitnej, w nasionach i w kurzu zalegającym nasze domy. Stanowią element naturalnego systemu ochronnego niektórych roślin przed bakteriami. Możemy je spotkać np. w marchewce, oliwkach i truskawkach.

W przemyśle stosowane są od lat 30-tych ubiegłego wieku, ale rozsławione zostały w 2004 roku za sprawą opublikowanych badań naukowych pokazujących obecność parabenów w tkance pobranej od pacjentów z nowotworem piersi. Niektórzy naukowcy sugerowali, że parabeny te mogły pochodzić z dezodorantów i przyczynić się do rozwoju nowotworu. Wykazano, że parabeny potrafią wiązać się do receptorów estrogenu, chociaż zdolność ta jest stosunkowo słaba (powinowactwo 10000-1000000 razy mniejsze, niż estradiolu). Fakt ten jest jednak niepokojący, gdyż niektóre nowotwory są zależne od hormonów. Do dzisiaj nie udowodniono związku pomiędzy nowotworami, a parabenami. Kolejne oskarżenia pod adresem parabenów dotyczyły toksyczności względem męskich komórek rozrodczych. Jednak i tym razem nie udało się wykazać korelacji pomiędzy ilością tych konserwantów, a liczbą czy żywotnością plemników. Podobnie, jak wiele innych substancji chemicznych, parabeny mogą powodować u niektórych ludzi reakcje alergiczne (wysypkę, pokrzywkę, a w najrzadszych przypadkach nawet skurcz oskrzeli). Aktualne badania naukowe skupiają się głównie na długoterminowych skutkach ciągłego stosowania, jako że nie wykazano ostrej toksyczności parabenów.

Warto zaznaczyć, że mimo wszystko parabeny pozostają dziś jednymi z najbezpieczniejszych znanych konserwantów, a ewentualni kandydaci na "zastępców" muszą przejść jeszcze długą drogę poprzez liczne testy. Nie bez znaczenia dla przemysłu kosmetycznego są też koszty uzyskania i dostępność.

Podsumowując - osobiście staram się minimalizować dawkę parabenów, jaka dostaje się do mojego organizmu z kosmetykami.

Źródło: publikacje naukowe dostępne w bazie PubMed