Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciekawostki i porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciekawostki i porady. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2015

Sezonowych wyprzedaży ciąg dalszy - zakupy kosmetyków bio

ramach sezonowych wyprzedaży zakupiłam kilka kosmetyków na stronie mondebio.com. Do koszyka załapały się:
- dwa szampony DERMACLAY (cały czas te same, przeciw wypadaniu włosów),
- serum z kwiatami Bacha,
- mgiełka kwiatowa do twarzy LADY GREEN,
- serum i mleczko do ciała PULPE DE VIE,
- porcjowane maseczki do twarzy: nawilżająca i przeciw starzeniu się skóry.



Jako pierwsze zaczęłam używać serum z kwiatami Bacha oraz szampon, bo poprzednie opakowanie właśnie mi się skończyło. Recenzje w najbliższych tygodniach.

wtorek, 21 lipca 2015

Tegoroczny prezent urodzinowy od SEPHORY

Kilka tygodni temu miałam urodziny i z tej okazji SEPHORA przysłała mi kupon na prezent (jeden z przywilejów posiadaczy czarnej karty lojalnościowej, niestety w tym momencie przywilej nie dotyczy klientów na terenie Polski). Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądał tegoroczny gratis we Francji:






poniedziałek, 20 lipca 2015

Najnowszy zakup: TALIKA FREE SKIN i pierwsze rozczarowanie

W sobotę zakupiłam we francuskiej SEPHORZE urządzenie FREE SKIN marki TALIKA. Jest to aparat do fototerapii mający pomagać w walce z trądzikiem. Emituje on światło o dwóch długościach fal: 440 nm - o działaniu bakteriobójczym i regulującym wydzielanie sebum, oraz 660 nm - o działaniu zmniejszającym zaczerwienienie i opuchliznę. Korzystając z kuponu rabatowego zapłaciłam za niego 55 zamiast 69 euro.

Po otworzeniu opakowania czekało mnie pierwsze rozczarowanie. Plastikowa pokrywa urządzenia prawie się nie zamykała; nie tylko luźno odstawała, ale też na wierzchniej części widoczne były liczne pęknięcia. Według mnie była to raczej wada produkcyjna, a nie mechaniczne uszkodzenie. Dzisiaj udałam się do sklepu, gdzie urządzenie zostało natychmiast wymienione. Pomimo bezproblemowej wymiany, radzę potencjalnym klientom rozpakować urządzenie jeszcze w sklepie i zwrócić szczególną uwagę na wykończenie pokrywy. Na zdjęciach poniżej prezentuję Wam FREE SKIN. Recenzja już wkrótce.




sobota, 18 lipca 2015

Które ampułki postanowiłam zakupić do jesiennych zabiegów mezoterapii igłowej

Jak może pamiętacie, w zeszłym roku po raz pierwszy poddałam się mezoterapii igłowej. W tym roku również planuję serię takich zabiegów w okresie jesienno-zimowym. Od kilku tygodni poszukuję ampułek do zaaplikowania podczas zabiegu. Nie jestem przekonana do preparatów zawierających konserwanty i postanowiłam sprawdzić ofertę analogicznych kosmetyków naturalnych. Bardzo zaciekawił mnie kosmetyk marki Dr. Hauschka: zestaw ampułek INTENSYWNA KURACJA NA NOC (Cure intensive pour la nuit). Według mnie ma wspaniały skład deklasujący inne preparaty tego rodzaju. Olejek eteryczny z róży, wyciąg z liści prawoślazu, wyciągi z: aloesu, żyworódki, przelotu, słonecznika, lilii, płatków róży, oczaru, połączone z mleczkiem pszczelim, miodem oraz srebrem koloidalnym stanowią mieszankę wartą wypróbowania. Ma wspomagać regenerację, rewitalizować, regulować metabolizm komórkowy, więc sami widzicie, że powinien wspaniale nadać się do mezoterapii igłowej.

Wadą jest cena. Za 50 ampułek należy zapłacić 71,5 euro. Powoli przymierzam się do zakupu i mam nadzieję, że uda mi się doczekać jakiejś promocji. Oczywiście dam wam znać, kiedy już uda mi się dokonać zakupu.

niedziela, 5 lipca 2015

Letnie wyprzedaże 2015 - co kupiłam w SEPHORZE

We Francji zaczęły się letnie wyprzedaże i oczywiście skorzystałam z okazji na tańsze zakupy. Dziś przedstawię Wam kosmetyk, który wybrałam z oferty sklepu SEPHORA. Tym razem zdecydowałam się na krem odżywczy (seria CITY-RESISTANT) do twarzy, marki Alorée. Bio-kosmetyki Alorée poznałam już jakiś czas temu. Całkiem dobrze się u mnie sprawdziły (szczegóły tutaj i tutaj) i dlatego bez wahania zdecydowałam się na ten zakup. Dzięki sezonowej wyprzedaży udało mi się zaoszczędzić 50% regularnej ceny.


środa, 1 lipca 2015

MELVITA - ostatnie zakupy

Na zdjęciach poniżej prezentuję Wam moje najnowsze nabytki kosmetyczne z MELVITY. Właśnie skończyła mi się nadzwyczajna woda (Eau Extraordinaire Rose) i to właśnie z tego powodu dokonałam zakupów. Oprócz kultowej wody (tym razem różanej) zakupiłam jeszcze kilka innych drobiazgów: wodę kwiatową (lawendową) - do włosów, wodę toaletową (o zapachu zielonej herbaty), piankę do zmywania makijażu, olejek z czarnuszki. Na zdjęciu możecie zobaczyć również "gratisy" - tym razem jest to kosmetyczka z mini-produktami.



środa, 24 czerwca 2015

BEACH WAVES - miesiąc po zabiegu

Minął miesiąc od zabiegu BEACH WAVES, jakiemu poddałam swoje włosy. Myślę, że to dobry moment na podsumowanie efektów.

  • Po pierwsze, jak pamiętacie, zaraz po zabiegu włosy były przesuszone. Natomiast teraz łatwiej się "przeciążają" - nie tylko w porównaniu do efektów zaraz po zabiegu, ale nawet przed nim.
  • Nadal utrzymuje się efekt samodzielnie skręcających się włosów widoczny na wilgotnych włosach. Niestety, w moim przypadku, po wyschnięciu włosy prawie całkowicie się prostują i trudno dopatrzyć się fal. Dostrzegalne są pojedyncze włosy o pofalowanej strukturze.
  • Chcąc otrzymać efekt "plażowych fal", konieczna jest dodatkowa stylizacja np. kręcenie na papilotach. U mnie nawet to nie daje zadowalających efektów - włosy z tyłu głowy prawie wcale się nie kręcą. Trudno mi powiedzieć jaka jest przyczyna - czy podczas zabiegu nałożono tam mniej preparatu, czy jest to jeszcze inny powód. Efekty kręcenia włosów na papilotach + użycie sprayu BEACH WAVES utrzymują u mnie nieliczne  fale jedynie przez 24h. Po tym czasie zostają już właściwie same pasma sklejone sprayem.
  • Mimo, iż jedynie dodatkowa stylizacja jest w stanie zapewnić mi prawdziwe fale, nadal mam wrażenie, że włosy nie są całkiem "płaskie". Sprawiają wrażenie, że jest ich więcej i może trochę ładniej się układają - powiedziałabym, że nabrały objętości.
  • Jak pamiętacie w momencie zabiegu fryzjerka zaproponowała mi cieniowanie końcówek mające zapewnić lepsze układanie się fryzury. Uważam jednak, że fryzura "bez stylizacji" na tym straciła - przód jest wycieniowany zbyt mocno względem tyłu i daje to efekt nieudolnie wyciętych "schodków".
  • Chwilami mam wrażenie, że po zabiegu włosy mocniej wypadają. Tak naprawdę, to trudno mi powiedzieć, bo rzadziej je rozczesuję - ułożone (sklejone) sprayem włosy nie nadają się do czesania.

Podsumowując, nadal jestem zadowolona z zabiegu BEACH WAVES, który w moim przypadku nadał fryzurze, że tak powiem "trójwymiarowości". Efekty są raczej delikatne i konieczna jest dodatkowa stylizacja, ale daje to pewną bazę dla fryzury na niepodatnych na układanie włosach. Jest to też świetne rozwiązanie dla osób niezdecydowanych na tak radykalne zmiany faktury włosów, jak klasyczna trwała.

Więcej informacji o BEACH WAVES znajdziecie tutaj:

Beach Waves, czyli letnia fryzura


Beach Waves - 1,5 tygodnia po zabiegu

Zestaw do stylizacji po zabiegu Beach Waves

wtorek, 9 czerwca 2015

Zestaw do stylizacji po zabiegu BEACH WAVES

Dzisiaj mała ciekawostka dla zainteresowanych zabiegiem BEACH WAVES. Chodzi o spray do stylizacji marki L'Oréal. Otóż dostępny jest on także w zestawie z akcesoriami ułatwiającymi stylizację fryzury. Oprócz sprayu znajdziemy w nim:
- grzebień z rzadkimi zębami
- elastyczną siateczkę na włosy (zmniejszającą puszenie się podczas suszenia suszarką).
Akcesoria są prezentem od firmy L'Oréal - cena zestawu jest taka sama, jak samego sprayu. Ja swój nabyłam w salonie fryzjerskim we Francji, ale pytajcie w polskich salonach. Zestaw jest dobrym pomysłem, a akcesoria są przydatne przy układaniu włosów. Dodatkowo na opakowaniu znajduje się szczegółowa instrukcja wzbogacona rysunkami, pomagająca ułożyć włosy w sposób gwarantujący optymalny efekt (drugie zdjęcie).


sobota, 6 czerwca 2015

Peeling kawitacyjny urządzeniem BIOSONIC MINI BS 300 marki BIOMAK - aktualizacja

Jak pamiętacie posiadam aparat BIOSONIC MINI BS 300 marki BIOMAK pozwalający na samodzielne wykonywanie peelingu kawitacyjnego (pisałam o nim tutaj: kliknij). Zabiegi wykonuję już od pół roku i chciałam podzielić się z Wami moimi dotychczasowymi doświadczeniami.

W moim przypadku 1 zabieg na 3-4 tygodnie jest optymalny. Mimo, iż całkowicie bezbolesny, peeling kawitacyjny wykonywany aparatem BIOSONIC MINI BS 300 jest zabiegiem silnym. 24h po zabiegu nadal widzę delikatne zaróżowienie na obszarze poddanym peelingowi, a nie mam skóry wrażliwej. Zauważyłam, że jest to szczególnie widoczne przy sztucznym oświetleniu. Wykonywanie peelingu częściej, w moim odczuciu, osłabia skórę, nie dając jej szansy na odnowę.

Ogromną zaletą peelingu kawitacyjnego jest całkowita rezygnacja z kosmetyków peelingujących. To, że mogę zrezygnować z klasycznych kosmetyków i nadal cieszyć się świeżą i czystą skórą, jest dla mnie wielkim plusem. Inaczej mówiąc zakup aparatu BIOSONIC MINI BS 300, pozwolił mi zmniejszyć ilość substancji chemicznych, na jakich działanie narażam swoją skórę podczas zabiegów pielęgnacyjnych.

Peeling kawitacyjny pozwala efektywnie oczyścić skórę. Uważam, że pomaga zapobiegać powstawaniu zaskórników. Peeling pozwala też zmniejszyć występowanie suchych skórek. Po zabiegu skóra jest aksamitna w dotyku.

Kolejnym plusem jest lepsze wchłanianie substancji pielęgnujących. Dzięki usunięciu obumarłego naskórka, substancje zawarte w kosmetykach mają lepszy dostęp do skóry. Inaczej mówiąc: aplikowane na skórę kosmetyki będą lepiej (silniej) działać.


Podsumowując, aparat BIOSONIC marki BIOMAK jest jednym z moich ulubionych akcesoriów kosmetycznych i nie zamierzam przestać go używać. Nie tylko pozwolił mi zrezygnować z kosmetyków peelingujących, ale przede wszystkim pomaga utrzymać moją skórę w dobrej kondycji.


wtorek, 2 czerwca 2015

Jak skutecznie pobudzić wzrost włosów i paznokci - recenzja preparatu FORCAPIL

Jak może niektórzy pamiętają, kilka miesięcy temu skarżyłam się na dość mocne wypadanie włosów. Zakupiłam wtedy kilka nowych dla mnie kosmetyków mających pomóc w takiej sytuacji. O ile szampon (Dermaclay) nie był wystarczająco mocny, aby samemu przezwyciężyć problem, o tyle tonik (Weleda) zdecydowanie pomagał. Jednak, kiedy tylko przestawałam go używać, włosy na nowo wypadały w dużych ilościach. Żaden z kosmetyków nie spowodował jednak, żeby włosy zaczęły odrastać. Wtedy zupełnie przypadkowo (podczas babskich plotek:-) usłyszałam o preparacie Forcapil (belgijskiej marki Arkopharma Belux).


Nie mając już pomysłów na inne sposoby sięgnęłam po preparat będący mieszaniną witamin, minerałów oraz aminokwasów siarkowych. Miał on powodować wzrost włosów, a to wydawało się najlepszym rozwiązaniem dla przerzedzonej kilkumiesięcznym wypadaniem włosów fryzury.

Produkt był bez problemu dostępny w aptece. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy była jego wysoka cena. Po przeliczeniu na jak długo wystarcza, produkt okazuje się bardziej przystępny: opakowanie na 3 miesiące terapii (180 kapsułek) + małe opakowanie na 1 miesiąc (60 kapsułek, gratis) kosztuje we Francji 37 euro. Niestety nie znalazłam informacji o dostępności FORCAPILu w Polsce, mimo iż nie jest to produkt zupełnie Wam nieznany. 

Ale jak to działa?
Producent sprytnie wyszedł z założenia, że aby pobudzić wzrost włosów i paznokci należy dostarczyć do organizmu niezbędnych elementów budulcowych. Szczególnie ważne są te potrzebne do syntezy keratyny, będącej głównym składnikiem włosów i paznokci. Keratyna jest syntetyzowana na bazie aminokwasów siarkowych, a w procesie tym uczestniczą też cynk i witaminy z grupy B. Stąd też w składzie znajdziemy następujące składniki (łączna ilość w dziennej zalecanej dawce, czyli w 2 kapsułkach):
- witaminę B5 (18 mg),
- witaminę B6 (2 mg),
- witaminę B9 (200 µg),
- witaminę D3 (5 µg),
- witaminę B8, inaczej biotynę (450 µg),
- cynk (15 mg),
- L-cysteinę (300 mg),
- L-metioninę (100 mg).
Zgodnie z ulotką należy jeść 2 kapsułki dziennie (rano, podczas posiłku, popić wodą) przez okres 3-4 miesięcy.

Efekty?
Najpierw chciałabym zaznaczyć, że swoją codzienną dietę uważam za dobrze zbalansowaną i nie podejrzewam u siebie szczególnych niedoborów składników odżywczych. Naturalnie posiadam mocne i zdrowe paznokcie. Przed zastosowaniem produktu wymagały one skracania około raz na tydzień. Nigdy się nie rozdwajały, a do ich złamania dochodziło bardzo rzadko. Po 2,5-3 tygodniach od początku "terapii" suplementem Forcapil zauważyłam szybszy wzrost paznokci - konieczne stało się przycinanie średnio co 3-4 dni. Dodatkowo stały się one jeszcze mocniejsze. Pierwsze efekty na włosach zaobserwowałam dopiero po miesiącu stosowania preparatu. Najpierw kosmyki na linii włosów wreszcie zaczęły nabierać długości - wcześniej cały czas wyglądały one u mnie jak tzw. "baby hair" i nigdy nie miały więcej niż 5 cm. Kolejnym etapem było zagęszczenie włosów na poziomie skroni. Wtedy przestałam już mieć jakiekolwiek wątpliwości co do działania preparatu, gdyż efekty zaczęły być widoczne dla innych osób. W niecałe 2 miesiące włosy urosły mi tyle, co zazwyczaj w 6-9 miesięcy. Nadal pozostały cienkie, ale przynajmniej zrobiło się ich trochę więcej.
Obecnie kończę trzeci miesiąc terapii i ze względu na jej skuteczność mogłam sobie pozwolić na zabieg BEACH WAVES zamiast ratunkowo obcinać włosy. Zdecydowanie polecam Wam ten preparat, który sama już planuję kupić późną jesienią.

poniedziałek, 25 maja 2015

BEACH WAVES - 1,5 tygodnia po zabiegu

Wiele osób zastanawia się, jak mocny efekt skręcenia włosów otrzymujemy po zabiegu BEACH WAVES (L'Oréal). Postanowiłam pokazać Wam, jak wyglądają moje włosy bez dodatkowych zabiegów.

Od zabiegu BEACH WAVES minęło 1,5 tygodnia. Na zdjęciu możecie zobaczyć efekt na włosach umytych i swobodnie wysuszonych (zero suszarki, papilotów, pianek, płynów, itd.). Przypominam, że moje włosy są naturalnie proste i zupełnie niepodatne na układanie, czy kręcenie. Mokre włosy kręcą się, więc efekt zabiegu jeszcze nie ustąpił, ale bez dodatkowego "wspomagania" (np. kręcenia na papilotach, specjalnego suszenia, kosmetyków), fale są prawie niewidoczne.


Tak skręcają się włosy, gdy są mokre:


a tak wyglądają po wysuszeniu na papilotach i stylizacji sprayem BEACH WAVES:


sobota, 23 maja 2015

Co zabrałam ze sobą w kosmetyczne na "tropikalne" wakacje

Maj niezmiennie zachęca do wiosennego odpoczynku. W tym roku udałam się na odpoczynek na Maderę. Leżąca kilkaset km od wybrzeża Afryki wyspa ma podzwrotnikowy klimat. Mam nadzieję, że moje doświadczenia opisane w tym poście pomogą Wam przygotować kosmetyczki na wakacje w cieplejszym klimacie.

Ze względu na nasłonecznienie o wiele mocniejsze niż w Paryżu, zadbałam głównie o ochronę przeciwsłoneczną. Zabrałam nie tylko mleczko do ciała ANTHELIOS XL marki LA ROCHE-POSAY (ochrona przeciwsłoneczna: SPF50+, działanie przeciw UVA i UVB), ale też krem-żel do twarzy (również ANTHELIOS XL, LA ROCHE-POSAY, o suchym/matowym wykończeniu i równie silnym działaniu co mleczko do ciała). Znając je dobrze, do kosmetyczki dołożyłam dobrej jakości płyn do demakijażu (oba kosmetyki są częściowo oporne na zmywanie mydłem); w moim przypadku była to różowa Bioderma. Zabrałam lekki krem nawilżający do twarzy oraz maseczki, żeby w razie czego ukoić skórę podrażnioną działaniem wiatru i słońca. Jeśli chodzi o makijaż, to zabrałam produkt, który z powodzeniem używam na co dzień: podkład mineralny z filtrem SPF15.



Jak sprawdziły się te produkty?

Silna ochrona przeciwsłoneczna okazała się absolutnie konieczna. O mocy filtrów przekonałam się podczas spaceru po lesie(!). Obszar skóry na ramionach, na krawędzi z ubraniem, niedokładnie posmarowany kosmetykiem mocno się zaczerwienił. Dodam jeszcze, że moja skóra opala się raczej z trudem, a już niezmiernie rzadko na czerwono. Świadczy to o sile promieniowania słonecznego na wyspie. Jeśli chodzi o skórę zabezpieczoną filtrami, to zdecydowanie spełniły one swoją rolę.
Drugą kwestią, o której nawet nie pomyślałam przed wyjazdem, jest problem z odparzeniami. Mimo iż temperatura na Maderze nie jest wysoka (20-24°C), to pomimo odpowiedniego obuwia (trekingowe z membranami zapewniającymi wymianę powietrza) i odzieży (sportowa, przewiewna), odparzenia miałam na stopach i na tułowiu (od ramiączek biustonosza, od plecaka). Nie mając żadnego środka na odparzenia, próbowałam ratować się kremem do twarzy. Na szczęście przyniósł on ukojenie zaczerwienionej i piekącej skórze, a następnego dnia po problemie nie było nawet śladu.

środa, 20 maja 2015

Beach Waves, czyli letnia fryzura

Będąc kilka dni temu w Polsce zdecydowałam się na zmianę fryzury. Moje naturalne włosy są zupełnie proste, cienkie i niepodatne na układanie. Brak im objętości. Są długie na ok. 45 cm (lekko za ramiona). Chodziło mi o fryzurę bez grzywki, łatwą w utrzymaniu. W tym momencie nie zdecydowałam się na obcięcie włosów, ale postanowiłam poeksperymentować i zmienić fakturę fryzury.

O zabiegu Beach Waves (czyli plażowe fale) dowiedziałam się już w zeszłym roku z prasy, internetu, a nawet witryn salonów fryzjerskich. Nie wszystkie salony go wykonują i ostatecznie wybrałam, nieznany mi wcześniej, salon fryzjerski sieci ERIC STIPA w krakowskim centrum handlowym M1 (Al. Pokoju 67). Jest to zabieg przygotowany przez markę L'Oréal. Zamierzony efekt zabiegu to zwilżone morską wodą delikatne loki, utrzymujące się ok. 6 tygodni.

Wizyta w salonie zajęła ponad 1,5 h. Najpierw przeprowadzono ze mną rozmowę na temat moich oczekiwań i diagnostykę stanu moich włosów. Potem mycie i zalecone w moim przypadku delikatne cieniowanie końcówek. Kolejnym etapem było nałożenie pierwszego odczynnika na włosy zakręcone wcześniej na papiloty. Odczynnik zabezpieczono na włosach folią i pozostawiono na 15 min. Jedyną niedogodnością jest zdecydowanie nieprzyjemny zapach produktu użytego do zabiegu. Oczekiwanie na fotelu masującym poprawia komfort klientów w tym salonie:-) Potem płukanie i delikatne mycie włosów, a dopiero potem płyn neutralizujący (mam nadzieję, że nie pomyliłam tu kolejności). Ostatnim etapem było suszenie (suszarka z dyfuzorem) i modelowanie: nałożenie pianki i sprayu z solą nadającego teksturę, efekt plażowych fal (L'Oréal, 68 zł). Koszt całej wizyty: 328 zł (zabieg Beach Waves, mycie, strzyżenie oraz spray L'Oréal - widoczny na zdjęciu poniżej).


Efekt po wyjściu z salonu, w moim przypadku, rzeczywiście przypomina ten ze zdjęć reklamowych i jak na razie jestem bardzo zadowolona. Dam Wam znać jak długo efekt się utrzymał i jak wyglądają włosy po kilku tygodniach od zabiegu.

Zalecenia po zabiegu:
- grzebień z rzadkimi zębami,
- szampon i odżywka do włosów po trwałej (ja wybrałam produkty do włosów zniszczonych marki TONI&GUY, do kupienia w drogerii Rossmann, cena z rabatem: 24,99 zł za szampon i tyle samo za odżywkę, oraz Balsam Upiększający Essence Ultime, Omega Repair do włosów zniszczonych i osłabionych, Schwarzkopf, 22,99 zł, Rossmann),
- pianka stylizująca, zwiększająca objętość (mój wybór to AUSSIE; MIRACLE STYLING MOUSSE VOLUME + CONDITIONING, 21,99 zł, Rossmann),
- spray z solą, nadający teksturę plażowych fal (L'Oréal, 68 zł, salony fryzjerskie),
- do suszenia poleca się suszarkę z dyfuzorem,
- włosy można też zakręcać na papiloty.

środa, 1 kwietnia 2015

Kosmetyczna dieta, czyli o tym ile kalorii ma nasz krem:-)

Dzisiejszy post z przymrużeniem oka:-)

Każdego dnia poprzez kosmetyki wprowadzamy do naszego organizmu najróżniejsze substancje. Część z nich nie będzie mieć większego wpływu na metabolizm naszego ciała, ale inne zmienią jego bilans "energetyczny". Z pożywieniem dostarczamy do naszych komórek niezbędne substancje. Pamiętajmy, że substancje "odżywcze" wniknąć mogą też przez skórę. Taki jest zresztą cel stosowania części produktów pielęgnacyjnych. W tym kontekście, myśląc o ilości dostarczanych naszemu ciału kalorii, należy uwzględnić stosowane codziennie kosmetyki (nie tylko ich rodzaj, ale też ilość). Może nie utyjemy od podkreślonych maskarą rzęs, ale już olejek wklepywany codziennie w całe ciało trudno nazwać neutralnym. Ma przecież wniknąć i odżywić naszą skórę - zgoda, ale co w sytuacji, kiedy kalorii jest zbyt dużo. Czy winne są tylko, produkty spożywcze, a raczej ich nadmiar? A co z kremami i balsamami do ciała? Czy można przesadzić z kosmetykami? No i z czego zrezygnować?


wtorek, 31 marca 2015

Raz jeszcze o substancjach zaburzających gospodarkę hormonalną

Naukowcy oszacowali, że choroby spowodowane przez substancje zaburzające gospodarkę hormonalną kosztują Unię Europejską (czyli nas wszystkich) 157 miliardów euro rocznie. O jakich schorzeniach tu mowa? Otyłość, cukrzyca, problemy z płodnością oraz zaburzenia neurobehawioralne - to tylko część przykładów. Dlaczego o tym wspominam? Pewne składniki kosmetyków (niektóre konserwanty, filtry UV, rozpuszczalniki...) mogą wpływać na hormony w organizmie człowieka.

poniedziałek, 30 marca 2015

Moja przygoda z kosmetykiem marki PHYT'S

Jak może pamiętacie, zakupiłam niedawno preparat wzmacniający do włosów marki PHYT'S. W momencie, kiedy chciałam go użyć po raz pierwszy spotkała mnie niespodzianka. W ampułkach kosmetyku widoczny był nie tylko osad, ale też dziwne "farfocle" (widoczne na zdjęciu poniżej). Na opakowaniu kosmetyku nie było daty ważności, ale za to widniał numer partii. Była też informacja o możliwości wytrącania się osadu w kosmetyku.




Wygląd kosmetyku zaniepokoił mnie na tyle mocno, że natychmiast skontaktowałam się ze sklepem internetowym, w którym dokonałam zakupu. Sklep pośredniczył w kontakcie z firmą PHYT'S i ostatecznie po około tygodniu i wymianie szeregu informacji firma potwierdziła, że kontrola mikrobiologiczna partii nie wykazała nieprawidłowości, a nietypowo wyglądający osad jest zjawiskiem naturalnym.

Cieszę się, że rozwiano moje wątpliwości. Sklep internetowy, jak i producent potraktowali zgłoszenie poważnie, bardzo szybko i rzetelnie wyjaśnili sprawę. Już po kilku dniach od zgłoszenia mogłam spokojnie zacząć używać kosmetyk.

niedziela, 8 marca 2015

UHT, a kosmetyki

Witajcie,


Dzisiaj bardzo krótka wzmianka o stosunkowo nowym/rzadko spotykanym sposobie "konserwowania" kosmetyków, a mianowicie UHT (od ang. ultra-high temperature). Polega on na bardzo silnym i szybkim ogrzaniu, a następnie szybkim schłodzeniu. Jest on nam znany głównie z przemysłu spożywczego, ale MELVITA pokazała właśnie, że możliwe jest jego stosowanie w kosmetykach. Na razie dostępny jest tylko jeden krem (gama APICOSMA, krem nawilżający), którego składniki zabezpieczone zostały technologią UHT, ale trzymam kciuki za następne produkty.

niedziela, 8 lutego 2015

Wykonujemy peeling kawitacyjny w domu

Nadszedł czas na obiecywany od pewnego czasu post o peelingu kawitacyjnym. Pierwszy raz z peelingiem kawitacyjnym zetknęłam się podczas ...tegorocznych wakacji w Szczawnicy i wizyty w jednym z tamtejszych SPA. Peeling został wykonany na mojej skórze (twarz, szyja, dekolt) jako wstęp do mezoterapii igłowej. Najpierw jednak decyzję o peelingu poprzedziła dokładna diagnoza mojej skóry. Ponieważ moja skóra nie należy do delikatnych, albo wrażliwych, peeling mógł być wykonany przed zabiegiem mezoterapii.

Postanowiłam sprawdzić, czy urządzenie do wykonywania peelingu kawitacyjnego w domu jest dostępne w sprzedaży tylko dla specjalistycznych gabinetów, czy również dla klientów indywidualnych. Okazało się, że każdy z nas może go nabyć. Po długotrwałym procesie zapoznawania się ze szczegółami technicznymi i porównywania różnych urządzeń, wybór padł na BIOSONIC MINI model BS 300 firmy BIOMAK (zakupu dokonałam na stronie internetowej www.biomak.pl). Koszt urządzenia to 297 zł, a ja dodatkowo skorzystałam z promocji i za 5 zł zakupiłam zestaw preparatów do sonoforezy.


BIOSONIC MINI jest urządzeniem do wykonywania w domu zabiegów sonoforezy (wprowadzanie preparatów pielęgnacyjnych w głąb skóry za pomocą ultradźwięków), peelingu (oczyszczanie, usuwanie obumarłego naskórka) oraz mikromasażu (działanie liftingujące). Model ten jest wersją z zasilaczem, a nie na akumulator. Nie zdecydowałam się też na urządzenie z większą ilością funkcji (czyli na tzw. kombajn kosmetyczny).

Samo urządzenie jest łatwe w obsłudze, ale wymaga przestrzegania kilku prostych zasad. Po pierwsze nie może pracować "w powietrzu" - bez kontaktu ze skórą, bo ulegnie uszkodzeniu, ani zbyt długo w jednym miejscu, bo może poparzyć. Podczas wykonywania peelingu należy pamiętać o naniesieniu dużej ilości płynu na skórę, ponieważ zjawisko kawitacji nie będzie zachodzić w wystarczającym stopniu i może dojść do oparzenia. Inne ułożenie głowicy zalecane jest do peelingu (węższą stroną), a inne do sonoforezy (szerszą stroną) - instrukcja dołączona do urządzenia w jasny sposób wszystko tłumaczy. W celu nabrania wprawy urządzenie wypróbowałam najpierw na skórze dłoni. Dopiero kiedy byłam pewna, jak należy trzymać i jak szybko przesuwać głowicę, wykonywałam zabiegi na twarzy, dekolcie i szyi. Podczas peelingu obserwujemy mgiełkę unoszącą się nad przesuwaną po skórze głowicą. Producent zapewnia, że głowicę wystarczy przesunąć maksymalnie 2 razy po każdym obszarze skóry poddawanym peelingowi, aby uzyskać optymalne rezultaty. Swój peeling wykonuję w następujący sposób:
- na wybranym obszarze rozprowadzam płyn (wodę),
- dotykam węższą stroną głowicy do skóry,
- włączam aparat,
- przesuwam głowicę,
- wyłączam aparat,
- nawilżam skórę ponownie,
- dotykam głowicą skóry po raz drugi,
- włączam aparat,
- przesuwam głowicę,
- wyłączam aparat,
- poddaję zabiegowi kolejny obszar skóry.
Podczas wykonywania zabiegu sonoforezy nie obserwujemy mgiełki, a rozprowadzone na skórze preparaty wnikają całkowicie do kilku minut po zabiegu. Urządzenie nie jest do wyłącznego użytku jednej osoby i po odkażeniu głowicy zabieg można wykonać u kogoś innego.

Jeśli chodzi o zakupione w promocji zestawy preparatów do sonoforezy, to budzą one moje obawy. Wszystkie dostarczone mi produkty zawierają w składzie formaldehyd. Pracując zawodowo w laboratorium naukowym jestem naprawdę przerażona obecnością tej substancji w kosmetykach. Jest to substancja silnie toksyczna i żrąca, a jej roztwory używa się między innymi do konserwacji tkanek (formalina). Jestem przeszkolona nie tylko jak uniknąć zagrożenia w pracy z tą substancją, ale też jak pozbywać się nadal niebezpiecznych odpadów ciekłych zawierających tak niskie stężenia formaldehydu jak 2%. Sprawdziłam - dopuszczalne stężenie formaldehydu w gotowym kosmetyku stosowanym na skórę to 0,2%. Kolejny raz uważam, że istnieją sposoby pozwalające na skuteczne zabezpieczenie kosmetyku przed psuciem i wykluczenie toksycznego konserwantu ze składu. Na dzień dzisiejszy wykonałam na sobie tylko 2 zabiegi sonoforezy i możliwe, że na tym się skończy przygoda z preparatami firmy BIOMAK. Szukam innych kosmetyków do tego typu zabiegów i mam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakieś o "lepszym" składzie. Jeśli znacie jakieś inne, to proszę dajcie mi znać w komentarzach, albo mailem (mój adres: blogzkremem@gmail.com). Z góry dziękuję:-)

Jakie są moje wrażenia po kilkukrotnym użyciu aparatu BIOSONIC MINI? Jestem zadowolona z tego urządzenia. Peeling kawitacyjny okazał się w moim przypadku najefektywniejszą metodą usuwania obumarłego naskórka. Zabieg jest szybki (5-10 minut), bezbolesny i myślę, że koszt urządzenia zwróci się dość szybko. Skóra po zabiegu jest rozjaśniona i gładka. Niepokoi mnie jednak to, że podczas wykonywania peelingu urządzenie już po chwili jest całe mokre (nie tylko głowica). Jakby nie było, jest przecież podłączone do prądu. Radzę sobie z tym przerywając zabieg i wycierając nadmiar wody. Podczas zabiegu chwilami możemy słyszeć nieprzyjemne dźwięki (piszczenie), które dla osób o bardzo wrażliwym słuchu mogą być wręcz nie do wytrzymania. Zdarzyło mi się też kilkukrotnie odczuć bardzo silne rozgrzanie głowicy, w dodatku rozgrzanie nastąpiło naprawdę błyskawicznie. Co więcej, według mnie skóra była wtedy wystarczająco zwilżona, a głowica była przesuwana sprawnie i nie za wolno. Na razie uznam to za mój brak wprawy, ale jeśli sytuacje takie będą się powtarzać, skontaktuję się z producentem.

niedziela, 1 lutego 2015

Clarena - kosmetyki profesjonalne w domu: serum z witaminą C (OVERNIGHT 100% VIT C SHOCK SERUM)

Podczas wakacyjnego pobytu w Szczawnicy odwiedziłam SPA, gdzie polecono mi kosmetyki profesjonalne marki CLARENA. Pisałam już o nich trochę w kontekście domowego zestawu do mezoterapii igłowej. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam serum z witaminą C: OVERNIGHT 100% VIT C SHOCK SERUM (TERAPIA SZOKOWA NA NOC Z 100% WITAMINĄ C).

Zapytacie pewnie, dlaczego zdecydowałam się akurat na to serum. Właściwości witaminy C stosowanej bezpośrednio na skórę poznałam już kilka lat temu. Nie tylko działa profilaktycznie zmniejszając oznaki starzenia się skóry, ale również dodaje cerze naturalnego blasku i rozjaśnia przebarwienia. Jednak do tej pory sama przygotowywałam serum na bazie dostępnych w internecie przepisów (np. woda, krople JUVIT C, witamina E lub A+E w kapsułkach, ewentualnie koenzym Q10 w kapsułkach). Serum tak przygotowane jest bardzo wydajne, tanie, ale ma tylko około 2-tygodniowy termin przydatności, należy go przechowywać w lodówce, i chronić przed światłem, ma niemiłą konsystencję (klei się na skórze) i specyficzny zapach. Postanowiłam porównać ich działanie.

Produkt dostarczony jest w estetycznym i profesjonalnym opakowaniu. Zawiera 10 ampułek o pojemności 3ml każda. Producent zaleca stosowanie kosmetyku na noc, przez 10 dni. Wskazana jest ochrona przeciwsłoneczna. Jeśli chodzi o działanie to, poza dość mocnym podrażnieniem (skóra sprawiała wrażenie całkowicie niezdolnej do regeneracji: zmiany trądzikowe nie chciały się goić, a następnie pozostawiały długotrwałe, zaczerwienione ślady), nie zaobserwowałam innych widocznych efektów. Faktem jest, że po kilku tygodniach skóra zaczęła wyglądać bardzo dobrze, ale niestety z racji upływu czasu nie mogę być pewna, czy to właśnie ten kosmetyk polepszył jej stan. Serum przyjemnie pachnie, łatwo się rozprowadza, nie klei się, a 3ml w zupełności wystarczają na twarz, szyję i dekolt.



Jeśli przyjrzymy się dokładniej składnikom, to przyczepić się można do obecności glikoli (PEG) i alkoholu benzylowego. Uważam też, że można sobie darować dodatki zapachowe i barwniki, jednak rozumiem strategię firmy dostarczającej estetycznie wyglądające i przyjemne w użyciu produkty dla wymagających klientów i profesjonalnych gabinetów kosmetycznych. Plusem są oczywiście wyciągi pozytywnie wpływające na skórę: ekstrakt z żeń-szenia, wyciągi z alg, ekstrakt z kory wierzby białej. Producent informuje, że w kosmetyku znajduje się witamina C o 100% stężeniu. Patrząc jednak na skład widzimy, że stężenie witaminy ulega rozcieńczeniu z racji obecności wielu innych składników. Szkoda, że producent nie podaje tego "ostatecznego" stężenia, bo informacja tego typu może wprowadzić klientów w błąd.



Myślę, że serum robione samodzielnie działa lepiej, ale jego stosowanie jest mniej przyjemne niż gotowego produktu marki CLARENA przedstawionego powyżej. Przygotowując kosmetyk samodzielnie, same możemy zdecydować o stężeniu witaminy C w końcowym produkcie. Co prawda, najprostsze serum przygotowane w domu nie będzie zawierało prezentowanych powyżej ekstraktów, ale według mnie nie osłabi to znacząco jego działania. Kolejną kwestią jest cena. Oczywiście przygotowując serum samemu wyraźnie zaoszczędzimy. Nie każdy jednak chce przygotowywać kosmetyki samodzielnie, albo znosić ich obniżony komfort użytkowania (jak np. zapach, kolor, konsystencja, wchłanianie, krótkie terminy przydatności, specjalne warunki przechowywania - ciemne szkło, obniżona temperatura). Same więc zdecydujcie, które rozwiązanie odpowiada Wam najbardziej.

niedziela, 25 stycznia 2015

Walczymy ze zmianami trądzikowymi

Niektórzy z Was być może pamiętają, że swoją cerę określam jako mieszaną. Pomimo trzydziestu trzech lat nadal walczę ze zmianami trądzikowymi. W moim przypadku zmiany te nie są zbyt liczne, a ich pojawianie się jest wynikiem wielu czynników. Nie poddaje skóry specjalnemu leczeniu dermatologicznemu. We własnym zakresie próbuję jednak ograniczyć występowanie tych zmian. Mam nadzieję, że ten post przybliży Wam moje sprawdzone sposoby.

Będąc nastolatką, wychodziłam z błędnego założenia, że cerę trądzikową najlepiej wysuszyć. Na szczęście dzisiaj już wiem, że należy postępować dokładnie odwrotnie. Przy cerze trądzikowej / mieszanej szczególną uwagę zwracać trzeba na odpowiednie nawilżenie, ale też natłuszczenie. Nie tylko staram się wybierać kosmetyki zawierające substancje aktywne o znanym działaniu nawilżającym, ale przestałam unikać olejków i innych tłustych kosmetyków (nie zapominajmy, że błony naszych komórek zbudowane są głównie z fosfolipidów). Niektóre oleje pozwalają regulować prawidłowe wydzielanie sebum. Zwracam uwagę na to, czy mają one działanie komedogenne (czy zatykają pory skóry) i jeśli okazuje się, że tak to wtedy staram się je ograniczyć, albo nawet wykluczyć. Kolejną ważną kwestią jest dokładne oczyszczanie i regularne usuwanie obumarłego naskórka. Po wielu latach prób, zdecydowanie najlepszą metodą oczyszczania mojej skóry okazało się mydło Alep. Nie mylmy oczyszczania z demakijażem, do którego używam osobnego produktu. Zmiany trądzikowe mogą ulec dodatkowym podrażnieniom, a nawet zaostrzyć się w wyniku źle dobranej metody usuwania martwego naskórka. U mnie najlepiej sprawdzały się peelingi enzymatyczne, a ostatnio przerzuciłam się na peeling kawitacyjny, który moja skóra znosi bardzo dobrze (więcej na ten temat już wkrótce). Co więcej peeling kawitacyjny ma pomagać w walce z trądzikiem poprzez niszczenie bakterii obecnych na powierzchni skóry. Peeling kawitacyjny stosuję regularnie dopiero od kilku tygodni i niestety nie mogę jeszcze potwierdzić jego działania w tej kwestii.

Wszystkie te zasady pielęgnacyjne pozwalają mi utrzymywać skórę w dobrej kondycji, ale nie zapobiegają zupełnie zmianom trądzikowym. Co więc robię, kiedy mam już problem?

  • W przypadku zmian pojedynczych, nanoszę na taką zmianę odrobinę olejku eterycznego rozmarynowego, albo z drzewa herbacianego (np. Przedsiębiorstwa KEJ, cena: ok. 10 złotych, dostępne w aptekach). Przy czym w moim przypadku olejek rozmarynowy sprawdza się o wiele lepiej, niż ten z drzewa herbacianego. Olejki nie zawsze pomagają, a niestety prowadzą do powstawania tzw. suchych skórek.

  • Ostatnio zakupiłam preparat bio NATURODERM marki PHYT'S działający na skórę stymulująco, oczyszczająco i antyseptycznie (opakowanie 15ml). Zawiera on liczne wyciągi roślinne z: rauwolfii, wilżyny, malwy, czarnej porzeczki, jemioły, lawendy, cytryny, szałwii, lebiodki (oregano), rosiczki, dziurawca, bodziszka, wąkroty azjatyckiej (Gotu kola) oraz olejek goździkowy. Sprawdza się o wiele lepiej niż oba olejki eteryczne przedstawione powyżej, ale nadal nie wszystkie zmiany mu się poddają. Wysusza trochę mniej niż olejki, ale brak mi w nim działania regenerującego.


  • Poszukując czegoś, co zadziała bardziej kompleksowo, natrafiłam na preparat w sztyfcie Cleanance SPOT marki Pierre Fabre LABORATOIRES DERMATOLOGIQUES AVENE. Nie ma on nic wspólnego z preparatami bio, a nawet można w nim znaleźć składniki uznawane za niekorzystne dla naszego zdrowia (chociażby BHT). Jeśli chodzi o samo działanie to jest ono rewelacyjne. Preparat robi to wszystko, co możemy sobie wymarzyć: reguluje wydzielanie sebum, wysusza zmiany, ogranicza namnażanie się bakterii, dogłębnie oczyszcza. Oprócz szkodliwego składu ma niestety również inne wady: jest stosunkowo drogi i bardzo szybko się kończy - w opakowaniu znajdziemy zaledwie 0,25g produktu, co w moim wypadku wystarczyło na zaledwie kilka aplikacji. Wady produktu przeszkadzają mi na tyle, że nie zdecyduję się na ponowny zakup.




















  • Kolejnym sposobem na złagodzenie zmian trądzikowych była maska oczyszczająca z MELVITY (na bazie glinki). Niestety została wycofana z produkcji i jak dotąd nie znalazłam innej działającej w podobny sposób. Staram się jednak użyć jakiegoś preparatu z glinką i/lub wyciągami z lawendy, co pomaga ukoić zmiany na mojej skórze.
Oprócz tego, każdego roku staram się robić dodatkowe kuracje oczyszczające i pomagające usunąć potrądzikowe blizny i przebarwienia. Mowa tu o różnego rodzaju kosmetykach z kwasami (np. toniki, kremy) i pochodnymi witaminy A (retinoidy). Najprościej mówiąc kuracje te mają na celu przyspieszenie odnowy skóry i głębsze niż podczas klasycznych peelingów złuszczanie naskórka. Ze względu na nadwrażliwość odnawiającej się skóry na promienie słoneczne, kosmetyki takie stosuję tylko w zimowych miesiącach.

Mam nadzieję, że informacje tu podane mogą się Wam przydać. Zapraszam do komentowania - piszcie śmiało, jak Wy radzicie sobie ze zmianami trądzikowymi i co w Waszym przypadku działa najlepiej. Przypominam też adres email: blogzkremem@gmail.com