sobota, 18 lipca 2015

Które ampułki postanowiłam zakupić do jesiennych zabiegów mezoterapii igłowej

Jak może pamiętacie, w zeszłym roku po raz pierwszy poddałam się mezoterapii igłowej. W tym roku również planuję serię takich zabiegów w okresie jesienno-zimowym. Od kilku tygodni poszukuję ampułek do zaaplikowania podczas zabiegu. Nie jestem przekonana do preparatów zawierających konserwanty i postanowiłam sprawdzić ofertę analogicznych kosmetyków naturalnych. Bardzo zaciekawił mnie kosmetyk marki Dr. Hauschka: zestaw ampułek INTENSYWNA KURACJA NA NOC (Cure intensive pour la nuit). Według mnie ma wspaniały skład deklasujący inne preparaty tego rodzaju. Olejek eteryczny z róży, wyciąg z liści prawoślazu, wyciągi z: aloesu, żyworódki, przelotu, słonecznika, lilii, płatków róży, oczaru, połączone z mleczkiem pszczelim, miodem oraz srebrem koloidalnym stanowią mieszankę wartą wypróbowania. Ma wspomagać regenerację, rewitalizować, regulować metabolizm komórkowy, więc sami widzicie, że powinien wspaniale nadać się do mezoterapii igłowej.

Wadą jest cena. Za 50 ampułek należy zapłacić 71,5 euro. Powoli przymierzam się do zakupu i mam nadzieję, że uda mi się doczekać jakiejś promocji. Oczywiście dam wam znać, kiedy już uda mi się dokonać zakupu.

niedziela, 5 lipca 2015

Letnie wyprzedaże 2015 - co kupiłam w SEPHORZE

We Francji zaczęły się letnie wyprzedaże i oczywiście skorzystałam z okazji na tańsze zakupy. Dziś przedstawię Wam kosmetyk, który wybrałam z oferty sklepu SEPHORA. Tym razem zdecydowałam się na krem odżywczy (seria CITY-RESISTANT) do twarzy, marki Alorée. Bio-kosmetyki Alorée poznałam już jakiś czas temu. Całkiem dobrze się u mnie sprawdziły (szczegóły tutaj i tutaj) i dlatego bez wahania zdecydowałam się na ten zakup. Dzięki sezonowej wyprzedaży udało mi się zaoszczędzić 50% regularnej ceny.


środa, 1 lipca 2015

MELVITA - ostatnie zakupy

Na zdjęciach poniżej prezentuję Wam moje najnowsze nabytki kosmetyczne z MELVITY. Właśnie skończyła mi się nadzwyczajna woda (Eau Extraordinaire Rose) i to właśnie z tego powodu dokonałam zakupów. Oprócz kultowej wody (tym razem różanej) zakupiłam jeszcze kilka innych drobiazgów: wodę kwiatową (lawendową) - do włosów, wodę toaletową (o zapachu zielonej herbaty), piankę do zmywania makijażu, olejek z czarnuszki. Na zdjęciu możecie zobaczyć również "gratisy" - tym razem jest to kosmetyczka z mini-produktami.



czwartek, 25 czerwca 2015

Serum do twarzy COLLAGEN BOOSTER marki Dr. Brandt - recenzja

Przyszedł czas na recenzję zakupionego podczas styczniowych wyprzedaży serum do twarzy COLLAGEN BOOSTER marki Dr. Brandt.


Serum zamknięte jest w dekoracyjnym opakowaniu z pompką (30ml). Dużą zaletą opakowania jest jego częściowa przejrzystość, która pozwala ocenić, ile jeszcze kosmetyku nam zostało. Serum jest dość drogie, ale udało mi się je kupić w SEPHORZE w promocyjnej cenie 55 euro (zamiast 78 euro). Działanie ma opierać się na stymulacji produkcji kolagenu, co w efekcie ma poprawiać wygląd skóry (działanie przeciwzmarszczkowe). Mimo, iż nie jest to produkt bio, zdecydowałam się na zakup.

Kosmetyk jest przyjemny w użyciu: ma lekką konsystencję, żółtawo-perłowy kolor i świeży zapach. Łatwo się wchłania, co niestety przekłada się na jego słabą wydajność (używałam go 2 razy dziennie). Zaznaczę, że przed rozpoczęciem używania serum, moja skóra była w dość dobrej kondycji. Serum dobrze nadaje się pod makijaż - nie wałkuje się. Chwilami miałam nawet wrażenie, że jest to kosmetyk zbyt lekki; nie zapewniający wystarczającego nawilżenia, czy natłuszczenia mojej skóry. Serum jednak nie wysuszyło, nie "zapchało", ani w żaden inny sposób nie pogorszyło jej stanu, co uznaję za plus. Co jakiś czas na mojej skórze pojawiają się pojedyncze zmiany trądzikowe, do których nadal mam tendencję, a kosmetyk ten w żaden sposób tego nie zmienił. Jeśli chodzi o jego zauważalne działanie przeciwzmarszczkowe, to mam wrażenie, że częściowo wygładziły się zmarszczki na moim czole (szczególnie ta pionowa, często zwana "lwią"), ale jest to raczej słaby efekt.

Gorzej sprawa wygląda, jeśli przyjrzymy się składnikom serum. Mamy co prawda witaminę C, aminokwasy i wyciąg z paproci, ale  niestety najnowsze osiągnięcia w dziedzinie dermatologii w tym przypadku nie idą w parze z bezpieczeństwem użytkowania. W składzie znajdziemy chociażby całą gamę konserwantów: aż 5 rodzajów parabenów i fenoksyetanol, o innych podejrzanych składnikach już nie wspominając (pełna lista składników poniżej).

Water, Methylsilanol Hydroxyproline Aspartate, Glycerin, Xanthan Gum, Triheptanoin, Acetyl Hexapeptide -20, Triisostearin, Cyathea Cumingii Leaf Extract, Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Decarboxy Carnosine Hcl, Caprylyl Trimethicone, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Propylene Glycol, Lecithin, Soybean Germ Extract, Pvm/Ma Copolymer, Sodium Acrylates Copolymer, Methylparaben, Alcohol, Sorbitol, Hydrogenated Lecithin, Glycine, Proline, Hydroxyproline, Alanine, Glutamic Acid, Arginine, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Hydrogenated Polyisobutene, Ethylparaben, Butylparaben, Lavender Oil, Phospholipids, Propylparaben, Isobutylparaben, Polyglyceryl-10 Stearate, Sunflower Seed Oil.

Kosmetyki marki Dr. Brandt mają opinię bardzo skutecznych szczególnie w dziedzinie wygładzania zmarszczek. Ja również zauważyłam u siebie poprawę w tej kwestii, ale liczyłam na trochę większe efekty. Samo serum wydaje mi się za słabe, aby uzyskać lepsze rezultaty. Możliwe, że jest to kwestia czasu i należałoby zakupić kolejne opakowania i kontynuować pielęgnację produktem przez kolejne miesiące. Biorąc pod uwagę stosunkowo słabe działanie kosmetyku mało prawdopodobne, abym zdecydowała się na ponowny zakup naszpikowanego tyloma konserwantami produktu.

środa, 24 czerwca 2015

BEACH WAVES - miesiąc po zabiegu

Minął miesiąc od zabiegu BEACH WAVES, jakiemu poddałam swoje włosy. Myślę, że to dobry moment na podsumowanie efektów.

  • Po pierwsze, jak pamiętacie, zaraz po zabiegu włosy były przesuszone. Natomiast teraz łatwiej się "przeciążają" - nie tylko w porównaniu do efektów zaraz po zabiegu, ale nawet przed nim.
  • Nadal utrzymuje się efekt samodzielnie skręcających się włosów widoczny na wilgotnych włosach. Niestety, w moim przypadku, po wyschnięciu włosy prawie całkowicie się prostują i trudno dopatrzyć się fal. Dostrzegalne są pojedyncze włosy o pofalowanej strukturze.
  • Chcąc otrzymać efekt "plażowych fal", konieczna jest dodatkowa stylizacja np. kręcenie na papilotach. U mnie nawet to nie daje zadowalających efektów - włosy z tyłu głowy prawie wcale się nie kręcą. Trudno mi powiedzieć jaka jest przyczyna - czy podczas zabiegu nałożono tam mniej preparatu, czy jest to jeszcze inny powód. Efekty kręcenia włosów na papilotach + użycie sprayu BEACH WAVES utrzymują u mnie nieliczne  fale jedynie przez 24h. Po tym czasie zostają już właściwie same pasma sklejone sprayem.
  • Mimo, iż jedynie dodatkowa stylizacja jest w stanie zapewnić mi prawdziwe fale, nadal mam wrażenie, że włosy nie są całkiem "płaskie". Sprawiają wrażenie, że jest ich więcej i może trochę ładniej się układają - powiedziałabym, że nabrały objętości.
  • Jak pamiętacie w momencie zabiegu fryzjerka zaproponowała mi cieniowanie końcówek mające zapewnić lepsze układanie się fryzury. Uważam jednak, że fryzura "bez stylizacji" na tym straciła - przód jest wycieniowany zbyt mocno względem tyłu i daje to efekt nieudolnie wyciętych "schodków".
  • Chwilami mam wrażenie, że po zabiegu włosy mocniej wypadają. Tak naprawdę, to trudno mi powiedzieć, bo rzadziej je rozczesuję - ułożone (sklejone) sprayem włosy nie nadają się do czesania.

Podsumowując, nadal jestem zadowolona z zabiegu BEACH WAVES, który w moim przypadku nadał fryzurze, że tak powiem "trójwymiarowości". Efekty są raczej delikatne i konieczna jest dodatkowa stylizacja, ale daje to pewną bazę dla fryzury na niepodatnych na układanie włosach. Jest to też świetne rozwiązanie dla osób niezdecydowanych na tak radykalne zmiany faktury włosów, jak klasyczna trwała.

Więcej informacji o BEACH WAVES znajdziecie tutaj:

Beach Waves, czyli letnia fryzura


Beach Waves - 1,5 tygodnia po zabiegu

Zestaw do stylizacji po zabiegu Beach Waves

czwartek, 18 czerwca 2015

PHYT'S REVIDERM - moja opinia o kremie i serum

Kilka miesięcy temu zakupiłam zestaw kosmetyków REVIDERM marki PHYT'S (krem oraz serum, szczegóły tutaj). Kosmetyki te miały dodawać cerze blasku, rewitalizować, natleniać, odżywiać, regenerować i działać przeciw-zmarszczkowo. Skończyłam je używać kilka tygodni temu i już mogę opisać Wam moje wrażenia.



Zacznę od serum. Szklane opakowanie zawiera 40 kapsułek wypełnionych znanymi z właściwości pielęgnacyjnych substancjami, takimi jak: olej z nasion konopi, nasion leszczyny, bazylii, pszenicy, nasion kasztana, kwiatów pelargonii, cyprysu, lawendy, szałwii oraz witaminę E (pełna lista składników widoczna jest na zdjęciu poniżej)Niestety (podobnie, jak całkiem duża grupa użytkowników), mam kilka zastrzeżeń co do tego produktu. Przede wszystkim serum prawie się nie wchłania. Pozostawia bardzo tłustą warstwę, która raczej w końcu wytrze się w poduszkę (producent zaleca używać serum tylko wieczorem), niż wchłonie. Nie pomaga nawet nakładanie kilka godzin przed snem. Rano resztki serum nadal pozostają na twarzy. Jeśli chodzi o działanie, to też nie jest lepiej. Pomimo bardzo bogatej listy cennych składników, nie zauważyłam szczególnego działania poza lekkim obciążaniem skóry. Skóra miała większe tendencje do "przetłuszczania" i bardziej się "świeciła". Podczas użytkowania serum konieczny był makijaż matujący.




O wiele lepiej spisał się krem (tubka 40g, lista składników widoczna na zdjęciu powyżej). Poza tym, że również dawał dodatkowy efekt "świecenia" się skóry, całkiem dobrze się sprawdził. Koił, nawilżał i oczywiście natłuszczał. Zapach kremu jest bardzo delikatny, więc według mnie nadaje się on dla osób nie lubiących mocno perfumowanych kosmetyków. Miał raczej gęstą konsystencję, przypominającą mi maskę z glinką. Z tego powodu najpierw dokładnie rozprowadzałam go w dłoniach, a potem przykładałam dłonie do kolejnych obszarów skóry. W ten sposób nie naciągałam skóry rozcierając gęsty kosmetyk. Mimo gęstej konsystencji nie zaobserwowałam "zapychania" porów skóry. 



Po wypróbowaniu obu kosmetyków zdecydowanie nie zakupię ponownie serum. Co do kremu, to zobaczymy w przyszłości - oczywiście dam Wam znać. W najbliższym czasie wypróbuje coś innego i wszystko będzie zależeć od tego, jak sprawdzą się inne kosmetyki. Przypomnę też, że nie są to kosmetyki tanie - w promocyjnej cenie (-30%) zestaw kosztował 60 euro.

Jeśli interesuje Was marka PHYT'S, to tu możecie znaleźć moje inne posty na temat kosmetyków tego producenta:

NATURODERM PHYT'S

Preparat wzmacniający do włosów PHYT'S

niedziela, 14 czerwca 2015

Moje najnowsze zakupy w SEPHORZE - kosmetyki HERBORIST oraz HUMAN+KIND

Właśnie kończy mi się serum marki Dr. Brandt, więc postanowiłam skorzystać z okazji i wypróbować kosmetyki marki HERBORIST. Pomogła w tym niedawna akcja SEPHORY, promująca kosmetyki "naturalne". Oczywiście sklepy marki SEPHORA nie są najlepszym źródłem kosmetyków naturalnych (niestety), ale ze względu na dość dynamiczne zmiany w ofercie sieci, co jakiś czas sprawdzam produkty przedstawiane jako "naturalne".


Tym razem zdecydowałam się na zakup zestawu podróżnego (maseczka Tai Chi 30g + 30g, rewitalizujący i ujędrniający krem na dzień 15g, rewitalizujący i ujędrniający krem pod oczy 5g) , co pozwoli mi wstępnie zorientować się w jakości i działaniu kosmetyków na moją skórę. Jeśli mi się spodobają, to w przyszłości pewnie zdecyduję się na zakup większego formatu.


Oprócz tego zakupiłam limitowany zestaw masek (COLOR CONTROL maseczka SKINTONE PERFECTOR 260g, maseczka do rąk 120g oraz bawełniana torba na ramię). Jak wiecie skóra rąk jest obszarem dość wyraźnie zdradzającym nasz wiek, więc jej pielęgnacja jest równie ważna co twarzy i dekoltu. Pracując w laboratorium naukowym, każdego dnia przez kilka godzin noszę nitrylowe rękawiczki, co odbija się na kondycji skóry rąk. Właśnie stąd ten zakup. Mimo, iż był to zestaw przewidziany raczej na zimę, w moim przypadku przyda się również w letnim okresie.



Ostatni zakup to masło do ciała stosunkowo nowej firmy HUMAN+KIND. Duży wpływ na wybór kosmetyku miał jego naturalny charakter. W momencie zakupu zaryzykowałam, nie znając listy składników, bo jak już Wam wspominałam SEPHORA nie udostępnia pełnych składów, a zakupy zrobiłam przez internet.